wtorek, 6 sierpnia 2013

Maraton MTB w Potulicach

Już myślałem, że bike adventure skutecznie odwiódł mnie od MTB. Prawie. Do tego stopnia, że niemal na 3 tygodnie odstawiłem rower i zająłem się innymi zainteresowaniami. W związku z tym do Potulic zdecydowałem się nie jechać. Jednak kilka dni wcześniej chyba zmieniłem zdanie, bo zrobiłem kilka treningów i ostatecznie stanąłem na linii startu. Byli też Marek i Andrzej.
Ja i Marek wybraliśmy długi dystans 60 km, Andrzej - mini 30 km. Krótko o trasie: dużo piachu.
W swoich kategoriach zajęliśmy odpowiednio: ja drugie miejsce, Andrzej trzecie, Marek czwarte.
Sympatyczna impreza.
Kilka fotek.
Rozgrzewka
Start
Napełnienie bidonów po pierwszych 30 km
Drugie miejsce
Wyniki tutaj.

Bike Adventure

A może raczej bath adventure? Dlaczego? Poniższe zdjęcie odpowiada na pytanie.
A teraz nie będzie może "poprawnie politycznie", ale mi osobiście bike adventure będzie już zawsze kojarzyć się z widokiem na załączonym obrazku. Tak, to są prysznice. Woda zimna rzecz jasna, ale już nie oto chodzi. Nie chodzi też o odrapane ściany i brązową wodę po kostki. W sumie niezła sceneria na thriller / horror... Tak, wiem - organizatorzy zapewniali także prysznice w szkole podstawowej w Piechowicach. Niestety, nie wyobrażam sobie siebie po około 4 godzinach jazdy, ubłoconego, głodnego, chodzącego po obcym mieście i szukającego jakiejś szkoły. Sorry, ale ma być tu i teraz! A jak się nie potrafi zorganizować podstawowych bytowych potrzeb dla uczestników, to może lepiej zając się czymś innym, niż organizowanie wyścigu i to etapowego...

Ponadto zaskoczeniem (nie tylko dla mnie) był brak najprostszego nawet posiłku po etapie. To w sumie standard nawet na najmniejszych imprezach z wpisowym za 20 zł.

Płacąc 3 miesiące wcześniej 400 zl, wychodzi nam 100 zl za etap. Co w zamian? Jedyny pozytyw z mojej strony, to oznakowanie trasy. Jednak czy jest to warte tych pieniędzy? Myślę, że za te 100 zl dziennie dałoby się zorganizować dla uczestnika ciepłą wodę do umycia / prysznic oraz garść ciepłego makaronu polanego sosem.

Do tego szkoda, że w miasteczku zawodów wiało nudą. Dmuchane namioty, bannery i ..? Cisza. Nic się nie dzieje. Zero atmosfery. Było za to błotko po kostki, ale za to już organizatorów rzecz jasna nie winię.

Ponadto brak na miejscu stoiska z podstawowymi akcesoriami, jak dętki, klocki itp. Drugiego dnia na FB pojawił się apel organizatorów do sprzedawców akcesoriów o przybycie do miasteczka zawodów. Jak to się stało, że wcześniej nikt na to nie wpadł? No, ale nie ma co narzekać. Było przecież stoisko enervit z odżywkami jak np bcaa za ok 220 zl. Żele też były - takie na jeden łyk za 10 zl, te na dwa łyki za 12-14 zł. Po to, żeby nabrać sił do zwinięcia obozu i odjazdu. Co też zresztą uczyniłem po ukończeniu drugiego etapu i wizycie pod tzw. "prysznicem".

Nawet z niemiłych doświadczeń wynosi się naukę. Ja nauczyłem się, aby zapomnieć o tej imprezie. Nigdy więcej BA. Pieniądze wyrzucone w błoto. I to dosłownie.

Na koniec, jakieś foto na pamiątkę. 


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Grand Prix Wielkopolski #5 - Barlinek

68 km na dystansie mega, trasa wokół jeziora, jedna złapana guma i ostatecznie niezłe 3 miejsce w M4.
Więcej wkrótce.



foto: Piotr Kurek, Rafał Przybylski, Jacek Głowacki

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Grand Prix Wielkopolski #4 - Krzywa Wieś, czyli prawie Złotów

Pierwszy maraton MTB w mojej okolicy. Miał być lepszy wynik, niestety to nie był mój dzień. Aczkolwiek mogę powiedzieć, że byłem pierwszy. Niestety tylko pierwsze ok 100 metrów... ;) Później mogłem tylko patrzeć jak kolejni zawodnicy mnie mijają, a ja jechałem jak samochód na zatartym silniku. Nie wiedzieć czemu, po prostu w tym dniu nie było siły. Już po tych kilku minutach wiedziałem, że tego dnia nie będzie podium. I nie było. Zabrakło kilku minut.
Na drugiej rundzie, po raz pierwszy od dawna złapały mnie skurcze. Cholernie nieprzyjemna sprawa. Ponadto rower skrzypiał jak 100-letnia szafa. Coś z suportem. No, ale ostatecznie i ja i on dojechaliśmy do mety. Zakończyłem na 6 miejscu w kategorii.
Dystans Mega ok 74 km. Przewyższenia 1050 m.
Wyrazy uznania dla Wiesława Fidurskiego, naszego lokalnego organizatora.
Wyniki tutaj.
Relacja redaktora Piotra Kurka tutaj i tutaj.
Na stronie XC-MTB.info: relacja 1 i relacja 2.
Poniżej kilka zdjęć.
Jak widać, pozycja startowa była niezła

Sygnał przedstartowy :)
Po 300 metrach byłem lekko z tyłu...
...i z każdą chwilą coraz bardziej z tyłu
Po kilku kilometrach

Zdjęcia: Cyryl Szweda 

I jeszcze 2 zdjęcia: pierwsze autorstwa - red. P.Kurka, drugie R.Przybylskiego.

 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Grand Prix Wielkopolski #3 - Wyrzysk

Mistrzostwa Wielkopolski 2013.
Po ostatnich ulewach, zapowiedziach organizatorów oraz mając w pamięci trasę z zeszłego roku, miałem przeczucia, że trasa tego maratonu nie będzie łatwa. Ambitnie wystartowałem na dystansie Mega (72 km), na którym dotychczas nie udało mi się zdobyć miejsca na podium. Aż do wczoraj.
Jeszcze rano miałem dylemat, czy zmienić koła na te z oponami Rocket Ron, które byłyby zdecydowanie lepsze na śliskie błoto. Te jednak mam w wersji drutowej, a więc cięższej. Także koła, na które są założone są cięższe, niż moje wyścigowe Shimano XT. Zdecydowałem jednak zaryzykować i pozostać przy Race Kingach, które są świetne w suchym terenie oraz piasku, no i lżejsze, co odczuwa się na podjazdach.
Trasa rzeczywiście oprócz tego, że bogata w podjazdy i zjazdy (suma przewyższeń około 1000m), obfitowała w soczyste błoto. W krótkim czasie zarówno rowery jak i zawodnicy pokryci byli grubą warstwą błota. Na dobry czas, oprócz szybkiej i mocnej jazdy, tym razem miała też wpływ umiejętność szybkiego pokonywania błotnych odcinków.
Poniżej zdjęcie napędu już po wyścigu.

Myślę, że ci którzy ukończyli ten wyścig, a zwłaszcza długi dystans, mogą sobie pogratulować, że się udało dotrzeć do mety i że się nie poddali.
Po wjeździe na metę
A tu jeszcze czyści, minuty przed startem. Od lewej Marek, Andrzej, ja.
Z Rafałem - Redaktorem Naczelnym xc-mtb.info
Przez lata, gdy od czasu do czasu sprawdzałem swoje siły na długich dystansach, wciąż nie mogłem znaleźć recepty na dobry wynik. Na dystansie krótkim jest łatwiej - od początku do końca z całych sił na 110%. Na długich dotychczas albo się wcześniej wymęczyłem i dotaczałem się do mety resztkami sił albo zbyt ostrożnie gospodarowałem energią i wjeżdżałem wciąż pełen werwy. Teraz wiem - aby być na podium Mega, trzeba jechać jak na Mini, tylko dłużej. Proste? ;)

Relacja na wortalu xc-mtb.info

Za dwa tygodnie ciąg dalszy zmagań w wielkopolskim cyklu, tym razem u siebie, bo w Krzywej Wsi nieopodal Złotowa.

Zdjęcia: własne archiwum, www.fotomtb.pl, www.naszwyrzysk.pl, www.pisane-swiatlem.pl .

niedziela, 19 maja 2013

Zaborski Park Krajobrazowy

W przerwach od wyścigów warto ruszyć w inne trasy, niż codzienne, znane z treningów. W sobotę wraz z Markiem i Andrzejem ruszyliśmy autami do miejscowości  Charzykowy koło Chojnic. Tam zostawiliśmy samochody i przesiedliśmy się na rowery.
Plan: zatoczenie ósemki wokół dwóch jezior: Charzykowskiego i Karsińskiego. Pomiędzy nimi zrobiliśmy postój na jedzenie w Małe Sworne Gacie, a w Swornych Gaciach postój na pływanie. Właściwie tylko ja popływałem. Słońce, woda, wiatr i przestrzeń...
Pierwsze kilometry, pierwsze zdjęcia
2 lata później w tym samym miejscu
Szlak wiódł czasami obok malowniczych bagien...
...a czasami był kompletnie zawalony drzewami.
Jezioro Charzykowskie



Schładzanie gorącej głowy
Pierwsze pływanie w tym roku

W sumie wycieczka zajęła nam 6 godzin, z czego 3 godziny to jazda. 60 km.
Więcej zdjęć w albumie Marka na FB

niedziela, 5 maja 2013

Grand Prix Wielkopolski #2 - Połczyn Zdrój

Mówiąc krótko - "I did it again". Drugie podium w ciągu czterech dni, drugi raz drugie miejsce. Trasa w Połczynie okazała się bardzo wymagająca - około 600 metrów przewyższeń na dystansie 40 km, przez krzaki, błota, strumienie - wszystko to sprawiło, że wyścig był ciekawy. Praktycznie całą trasę przejechałem wraz z Filipem Niewiadą (M3) oraz Kazimierzem Szczepaniakiem (M4). Wspólna jazda motywowała, do większego wysiłku. Dopiero około 3 km przed metą, spontanicznie zdecydowałem się na odjazd.
Wyniki tutaj: http://www.domtel-sport.pl/index.php?sub=wyniki&id=1073
Tak było po wyścigu

Redaktor Piotr Kurek sprawił, że 30 minut na linii startu minęło błyskawicznie
Przed startem wraz z kolegą teamowym - Andrzejem Sypniewskim
Jak jechać, to do upadłego
Foto: archiwum własne oraz http://www.fotomtb.pl/

czwartek, 2 maja 2013

Murowana Goślina - Powerade Volvo MTB Marathon

W ramach świętowania 1 maja, zdecydowałem się na start w w/w wyścigu. Alby nie stracić sił przed sobotnim wyścigiem w Połczynie Zdroju oraz sprawdzić się w mini, wybrałem dystans 36 km.
Poszło nieźle. Na 225 zawodników zająłem 10 w open oraz II miejsce w swojej kategorii wiekowej.


Trochę ucierpiał rower, gdy w połowie dystansu gałąź zniszczyła wózek przerzutki, wykrzywiając go tak, że użycie 1-3 najszybszych biegów było niemożliwe. Na szczęscie trasa prowadziła w terenie, dużo szybkich zjazdów u podjazdów, stąd nie było konieczności używania szybkich przełożeń.
Po wyścigu serwisanci Shimano doprowadzili Scotta do stanu używalności.

SD