piątek, 23 sierpnia 2013
wtorek, 6 sierpnia 2013
Maraton MTB w Potulicach
Już myślałem, że bike adventure skutecznie odwiódł mnie od MTB. Prawie. Do tego stopnia, że niemal na 3 tygodnie odstawiłem rower i zająłem się innymi zainteresowaniami. W związku z tym do Potulic zdecydowałem się nie jechać. Jednak kilka dni wcześniej chyba zmieniłem zdanie, bo zrobiłem kilka treningów i ostatecznie stanąłem na linii startu. Byli też Marek i Andrzej.
Ja i Marek wybraliśmy długi dystans 60 km, Andrzej - mini 30 km. Krótko o trasie: dużo piachu.
W swoich kategoriach zajęliśmy odpowiednio: ja drugie miejsce, Andrzej trzecie, Marek czwarte.
Sympatyczna impreza.
Kilka fotek.
Wyniki tutaj.
Ja i Marek wybraliśmy długi dystans 60 km, Andrzej - mini 30 km. Krótko o trasie: dużo piachu.
W swoich kategoriach zajęliśmy odpowiednio: ja drugie miejsce, Andrzej trzecie, Marek czwarte.
Sympatyczna impreza.
Kilka fotek.
![]() |
| Rozgrzewka |
![]() |
| Start |
![]() |
| Napełnienie bidonów po pierwszych 30 km |
![]() |
| Drugie miejsce |
Bike Adventure
A może raczej bath adventure? Dlaczego? Poniższe zdjęcie odpowiada na pytanie.
Nawet z niemiłych doświadczeń wynosi się naukę. Ja nauczyłem się, aby zapomnieć o tej imprezie. Nigdy więcej BA. Pieniądze wyrzucone w błoto. I to dosłownie.
A teraz nie będzie może "poprawnie
politycznie", ale mi osobiście bike adventure będzie już zawsze kojarzyć
się z widokiem na załączonym obrazku. Tak, to są prysznice. Woda zimna
rzecz jasna, ale już nie oto chodzi. Nie chodzi też o odrapane
ściany i brązową wodę po kostki. W sumie niezła sceneria na thriller /
horror... Tak, wiem - organizatorzy zapewniali także prysznice w szkole
podstawowej w Piechowicach. Niestety, nie wyobrażam sobie siebie po
około 4 godzinach jazdy, ubłoconego, głodnego, chodzącego po obcym
mieście i szukającego jakiejś szkoły. Sorry, ale ma być tu i teraz! A
jak się nie potrafi zorganizować podstawowych bytowych potrzeb dla
uczestników, to może lepiej zając się czymś innym, niż organizowanie
wyścigu i to etapowego...
Ponadto zaskoczeniem (nie tylko dla mnie) był brak najprostszego nawet posiłku po etapie. To w sumie standard nawet na najmniejszych imprezach z wpisowym za 20 zł.
Płacąc 3 miesiące wcześniej 400 zl, wychodzi nam 100 zl za etap. Co w zamian? Jedyny pozytyw z mojej strony, to oznakowanie trasy. Jednak czy jest to warte tych pieniędzy? Myślę, że za te 100 zl dziennie dałoby się zorganizować dla uczestnika ciepłą wodę do umycia / prysznic oraz garść ciepłego makaronu polanego sosem.
Do tego szkoda, że w miasteczku zawodów wiało nudą. Dmuchane namioty, bannery i ..? Cisza. Nic się nie dzieje. Zero atmosfery. Było za to błotko po kostki, ale za to już organizatorów rzecz jasna nie winię.
Ponadto brak na miejscu stoiska z podstawowymi akcesoriami, jak dętki, klocki itp. Drugiego dnia na FB pojawił się apel organizatorów do sprzedawców akcesoriów o przybycie do miasteczka zawodów. Jak to się stało, że wcześniej nikt na to nie wpadł? No, ale nie ma co narzekać. Było przecież stoisko enervit z odżywkami jak np bcaa za ok 220 zl. Żele też były - takie na jeden łyk za 10 zl, te na dwa łyki za 12-14 zł. Po to, żeby nabrać sił do zwinięcia obozu i odjazdu. Co też zresztą uczyniłem po ukończeniu drugiego etapu i wizycie pod tzw. "prysznicem".
Ponadto zaskoczeniem (nie tylko dla mnie) był brak najprostszego nawet posiłku po etapie. To w sumie standard nawet na najmniejszych imprezach z wpisowym za 20 zł.
Płacąc 3 miesiące wcześniej 400 zl, wychodzi nam 100 zl za etap. Co w zamian? Jedyny pozytyw z mojej strony, to oznakowanie trasy. Jednak czy jest to warte tych pieniędzy? Myślę, że za te 100 zl dziennie dałoby się zorganizować dla uczestnika ciepłą wodę do umycia / prysznic oraz garść ciepłego makaronu polanego sosem.
Do tego szkoda, że w miasteczku zawodów wiało nudą. Dmuchane namioty, bannery i ..? Cisza. Nic się nie dzieje. Zero atmosfery. Było za to błotko po kostki, ale za to już organizatorów rzecz jasna nie winię.
Ponadto brak na miejscu stoiska z podstawowymi akcesoriami, jak dętki, klocki itp. Drugiego dnia na FB pojawił się apel organizatorów do sprzedawców akcesoriów o przybycie do miasteczka zawodów. Jak to się stało, że wcześniej nikt na to nie wpadł? No, ale nie ma co narzekać. Było przecież stoisko enervit z odżywkami jak np bcaa za ok 220 zl. Żele też były - takie na jeden łyk za 10 zl, te na dwa łyki za 12-14 zł. Po to, żeby nabrać sił do zwinięcia obozu i odjazdu. Co też zresztą uczyniłem po ukończeniu drugiego etapu i wizycie pod tzw. "prysznicem".
Nawet z niemiłych doświadczeń wynosi się naukę. Ja nauczyłem się, aby zapomnieć o tej imprezie. Nigdy więcej BA. Pieniądze wyrzucone w błoto. I to dosłownie.
Na koniec, jakieś foto na pamiątkę.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Grand Prix Wielkopolski #5 - Barlinek
68 km na dystansie mega, trasa wokół jeziora, jedna złapana guma i ostatecznie niezłe 3 miejsce w M4.
Więcej wkrótce.
foto: Piotr Kurek, Rafał Przybylski, Jacek Głowacki
Więcej wkrótce.
foto: Piotr Kurek, Rafał Przybylski, Jacek Głowacki
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Grand Prix Wielkopolski #4 - Krzywa Wieś, czyli prawie Złotów
Pierwszy maraton MTB w mojej okolicy. Miał być lepszy wynik,
niestety to nie był mój dzień. Aczkolwiek mogę powiedzieć, że byłem pierwszy.
Niestety tylko pierwsze ok 100 metrów... ;) Później mogłem tylko patrzeć jak kolejni zawodnicy mnie
mijają, a ja jechałem jak samochód na zatartym silniku. Nie wiedzieć czemu, po
prostu w tym dniu nie było siły. Już po tych kilku minutach wiedziałem, że tego
dnia nie będzie podium. I nie było. Zabrakło kilku minut.
Na drugiej rundzie, po raz pierwszy od dawna złapały mnie skurcze. Cholernie nieprzyjemna sprawa. Ponadto rower skrzypiał jak 100-letnia szafa. Coś z suportem. No, ale ostatecznie i ja i on dojechaliśmy do mety. Zakończyłem na 6 miejscu w kategorii.
Dystans Mega ok 74 km. Przewyższenia 1050 m.
Wyrazy uznania dla Wiesława Fidurskiego, naszego lokalnego organizatora.
Wyniki tutaj.
Relacja redaktora Piotra Kurka tutaj i tutaj.
Wyniki tutaj.
Relacja redaktora Piotra Kurka tutaj i tutaj.
![]() |
| Jak widać, pozycja startowa była niezła |
![]() |
| Sygnał przedstartowy :) |
![]() |
| Po 300 metrach byłem lekko z tyłu... |
![]() |
| ...i z każdą chwilą coraz bardziej z tyłu |
![]() |
| Po kilku kilometrach |
Zdjęcia: Cyryl Szweda
I jeszcze 2 zdjęcia: pierwsze autorstwa - red. P.Kurka, drugie R.Przybylskiego.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Grand Prix Wielkopolski #3 - Wyrzysk
Mistrzostwa Wielkopolski 2013.
Po ostatnich ulewach, zapowiedziach organizatorów oraz mając w pamięci trasę z zeszłego roku, miałem przeczucia, że trasa tego maratonu nie będzie łatwa. Ambitnie wystartowałem na dystansie Mega (72 km), na którym dotychczas nie udało mi się zdobyć miejsca na podium. Aż do wczoraj.
Jeszcze rano miałem dylemat, czy zmienić koła na te z oponami Rocket Ron, które byłyby zdecydowanie lepsze na śliskie błoto. Te jednak mam w wersji drutowej, a więc cięższej. Także koła, na które są założone są cięższe, niż moje wyścigowe Shimano XT. Zdecydowałem jednak zaryzykować i pozostać przy Race Kingach, które są świetne w suchym terenie oraz piasku, no i lżejsze, co odczuwa się na podjazdach.
Trasa rzeczywiście oprócz tego, że bogata w podjazdy i zjazdy (suma przewyższeń około 1000m), obfitowała w soczyste błoto. W krótkim czasie zarówno rowery jak i zawodnicy pokryci byli grubą warstwą błota. Na dobry czas, oprócz szybkiej i mocnej jazdy, tym razem miała też wpływ umiejętność szybkiego pokonywania błotnych odcinków.
Poniżej zdjęcie napędu już po wyścigu.
Myślę, że ci którzy ukończyli ten wyścig, a zwłaszcza długi dystans, mogą sobie pogratulować, że się udało dotrzeć do mety i że się nie poddali.
Przez lata, gdy od czasu do czasu sprawdzałem swoje siły na długich dystansach, wciąż nie mogłem znaleźć recepty na dobry wynik. Na dystansie krótkim jest łatwiej - od początku do końca z całych sił na 110%. Na długich dotychczas albo się wcześniej wymęczyłem i dotaczałem się do mety resztkami sił albo zbyt ostrożnie gospodarowałem energią i wjeżdżałem wciąż pełen werwy. Teraz wiem - aby być na podium Mega, trzeba jechać jak na Mini, tylko dłużej. Proste? ;)
Relacja na wortalu xc-mtb.info
Za dwa tygodnie ciąg dalszy zmagań w wielkopolskim cyklu, tym razem u siebie, bo w Krzywej Wsi nieopodal Złotowa.
Zdjęcia: własne archiwum, www.fotomtb.pl, www.naszwyrzysk.pl, www.pisane-swiatlem.pl .
Po ostatnich ulewach, zapowiedziach organizatorów oraz mając w pamięci trasę z zeszłego roku, miałem przeczucia, że trasa tego maratonu nie będzie łatwa. Ambitnie wystartowałem na dystansie Mega (72 km), na którym dotychczas nie udało mi się zdobyć miejsca na podium. Aż do wczoraj.
Jeszcze rano miałem dylemat, czy zmienić koła na te z oponami Rocket Ron, które byłyby zdecydowanie lepsze na śliskie błoto. Te jednak mam w wersji drutowej, a więc cięższej. Także koła, na które są założone są cięższe, niż moje wyścigowe Shimano XT. Zdecydowałem jednak zaryzykować i pozostać przy Race Kingach, które są świetne w suchym terenie oraz piasku, no i lżejsze, co odczuwa się na podjazdach.
Trasa rzeczywiście oprócz tego, że bogata w podjazdy i zjazdy (suma przewyższeń około 1000m), obfitowała w soczyste błoto. W krótkim czasie zarówno rowery jak i zawodnicy pokryci byli grubą warstwą błota. Na dobry czas, oprócz szybkiej i mocnej jazdy, tym razem miała też wpływ umiejętność szybkiego pokonywania błotnych odcinków.
Poniżej zdjęcie napędu już po wyścigu.
Myślę, że ci którzy ukończyli ten wyścig, a zwłaszcza długi dystans, mogą sobie pogratulować, że się udało dotrzeć do mety i że się nie poddali.
![]() |
| Po wjeździe na metę |
![]() |
| A tu jeszcze czyści, minuty przed startem. Od lewej Marek, Andrzej, ja. |
![]() |
| Z Rafałem - Redaktorem Naczelnym xc-mtb.info |
Relacja na wortalu xc-mtb.info
Za dwa tygodnie ciąg dalszy zmagań w wielkopolskim cyklu, tym razem u siebie, bo w Krzywej Wsi nieopodal Złotowa.
Zdjęcia: własne archiwum, www.fotomtb.pl, www.naszwyrzysk.pl, www.pisane-swiatlem.pl .
niedziela, 19 maja 2013
Zaborski Park Krajobrazowy
W przerwach od wyścigów warto ruszyć w inne trasy, niż codzienne, znane z treningów. W sobotę wraz z Markiem i Andrzejem ruszyliśmy autami do miejscowości Charzykowy koło Chojnic. Tam zostawiliśmy samochody i przesiedliśmy się na rowery.
Plan: zatoczenie ósemki wokół dwóch jezior: Charzykowskiego i Karsińskiego. Pomiędzy nimi zrobiliśmy postój na jedzenie w Małe Sworne Gacie, a w Swornych Gaciach postój na pływanie. Właściwie tylko ja popływałem. Słońce, woda, wiatr i przestrzeń...
W sumie wycieczka zajęła nam 6 godzin, z czego 3 godziny to jazda. 60 km.
Więcej zdjęć w albumie Marka na FB
Plan: zatoczenie ósemki wokół dwóch jezior: Charzykowskiego i Karsińskiego. Pomiędzy nimi zrobiliśmy postój na jedzenie w Małe Sworne Gacie, a w Swornych Gaciach postój na pływanie. Właściwie tylko ja popływałem. Słońce, woda, wiatr i przestrzeń...
![]() |
| Pierwsze kilometry, pierwsze zdjęcia |
![]() |
| 2 lata później w tym samym miejscu |
![]() |
| Szlak wiódł czasami obok malowniczych bagien... |
![]() |
| ...a czasami był kompletnie zawalony drzewami. |
![]() |
| Jezioro Charzykowskie |
![]() |
| Schładzanie gorącej głowy |
![]() |
| Pierwsze pływanie w tym roku |
W sumie wycieczka zajęła nam 6 godzin, z czego 3 godziny to jazda. 60 km.
Więcej zdjęć w albumie Marka na FB
niedziela, 5 maja 2013
Grand Prix Wielkopolski #2 - Połczyn Zdrój
Mówiąc krótko - "I did it again". Drugie podium w ciągu czterech dni, drugi raz drugie miejsce. Trasa w Połczynie okazała się bardzo wymagająca - około 600 metrów przewyższeń na dystansie 40 km, przez krzaki, błota, strumienie - wszystko to sprawiło, że wyścig był ciekawy. Praktycznie całą trasę przejechałem wraz z Filipem Niewiadą (M3) oraz Kazimierzem Szczepaniakiem (M4). Wspólna jazda motywowała, do większego wysiłku. Dopiero około 3 km przed metą, spontanicznie zdecydowałem się na odjazd.
Wyniki tutaj: http://www.domtel-sport.pl/index.php?sub=wyniki&id=1073
Foto: archiwum własne oraz http://www.fotomtb.pl/
Wyniki tutaj: http://www.domtel-sport.pl/index.php?sub=wyniki&id=1073
![]() | ||
| Tak było po wyścigu |
![]() |
| Redaktor Piotr Kurek sprawił, że 30 minut na linii startu minęło błyskawicznie |
![]() |
| Przed startem wraz z kolegą teamowym - Andrzejem Sypniewskim |
![]() |
| Jak jechać, to do upadłego |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































