czwartek, 29 kwietnia 2010

Skandia I - Chodzież 25.04.2010

3 sekundy do III miejsca


Tyle właśnie zabrakło mi do podium podczas I edycji Skandia MTB Maraton. Wyścig odbył się w Chodzieży 25 kwietnia i jest pierwszą edycją Skandii, na który składa się 8 maratonów w Polsce, a których finał odbędzie się w Rzeszowie 26 września.


Zawody w Chodzieży zgromadziły ponad 800 zawodników z całego kraju. Do wyboru były trzy dystanse – 95, 54 i 41 km. Na dystansie 41 km wystartowało ponad 300 zawodników, a wśród nich Andrzej Karłowicz (LKS Drogowiec) ze Złotowa – miejsce 101 w kategorii open i 7 w kategorii M5 z czasem 1:53 oraz Wit Łańcucki (Grupa Rowerowa Lipka) – miejsce 34 w kategorii open i 4 w kategorii M4, czas 1:34. Jak wspomniałem, zająłem 9 miejsce w kategorii open i 4 miejsce w kategorii M3, z czasem 1:28. O pechu może mówić inny nasz kolega na dystansie 41 km – Ireneusz Gabrych (Pro-Cycling Team), który w ferworze walki zgubił trasę, nie zaliczył punktu kontrolnego i ostatecznie nie został sklasyfikowany.


Myślę, że błędem było zbytnie kalkulowanie od około 20 km. Zamiast tego należało jechać „ile fabryka dała”. Niestety, gdy nie wiadomo ile jeszcze kilometrów będzie jechało się przez pola pod wiatr, zanim dotrze się do lasu, a pogoń jest 100 m z tyłu, wtedy można przeliczyć się w swoich kalkulacjach. Pościg dotarł, a finisz na asfalcie nie poszedł po mojej myśli. Nie mam wprawy w szosowych sprintach po miejskich asfaltach. Tym sposobem otarłem się o podium.


Należy w tym miejscu wspomnieć, że 9 maja Złotów będzie gościł kolarzy MTB podczas II edycji Pucharu Wielkopolski w XC MTB, imprezy z cyklu Puchar Thule. Gospodarzem jest złotowski LKS Drogowiec.

Na koniec zdjęcie cappo di frutti di mare - Ala Langone z obstawą, czyli Czesław Lang we własnej osobie. Pistolet służył do odstrzeliwania oszustów i szuj wszelakich. Na szczęscie nie było takiej potrzeby i posłużył jedynie jako sygnał do startów.


Tekst: Sławek
Foto: pierwsze i ostatnie Agnieszka, reszta - zasoby wwww.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

MTB Marathon w Dolsku - 10.04.2010

W końcu nadszedł długo oczekiwany pierwszy wyścig w sezonie 2010. Pomimo, że nastawiam się głównie na XC oraz krótkie dystanse w maratonach, w Dolsku zdecydowałem się na dystans Mega. Z dwóch powodów – po pierwsze: treningowych, po drugie – dla sprawdzenia się na początku sezonu. Na około 1000 zawodników około 60% wybrało Mega, a dystanse Giga i Mini było obstawione mniej więcej równo przez pozostałe 20% i 20% startujących. Mój dystans liczył 65 km. Brałem pod uwagę to, iż w tym sezonie nie „nabijałem” dużych ilości kilometrów, dlatego też postanowiłem rozsądnie gospodarować siłami. Towarzystwo miałem doborowe, gdyż na lini startu zameldowały się dziewczyny z CCC, z Mają Włoszczowską na czele.

Samo miejsce startu – parking na obrzeżach Dolska – nie porażało pięknem. Parking był o wiele za mały, aby pomieścić wszystkich uczestników. Kolejka do rejestracji w biurze zawodów miała chyba z 300 metrów. Za wpisowe niemal 100 zł w zamian otrzymywało się garstkę makaronu na mecie. Ale mniejsza o to. Grunt to wyścig.

Zaczęło się z opóźnieniem. Od samego początku była to szalona jazda w tłumie. Trasa była oznakowana bardzo dobrze, zatem cała moja uwaga mogła być spokojnie skierowana na innych ścigających, a raczej na to, aby nie wpadli mi pod kierownicę. Lub ja im.

Pogoda typowa na kwiecień, zatem na trasie przetrwałem opady deszczu, wichury i przyjemnie grzejące słoneczko. Miałem nadzieję, że po około 15 -20 km peleton przerzedzi się. Nadzieja okazała się płonna. Do samej mety jechało się za kimś, obok kogoś lub przed kimś. Dwie rzeczy sprawiły, że trasa nie podobała mi się. Był to brak jakichkolwiek górek oraz chyba z 20 km asfaltu. Właśnie na asfalcie spotkał mnie najbardziej nieprzyjemny moment tych zawodów, mianowicie upadek przy zbyt szybkim wejściu w zakręt na mokrej nawierzchni. Po pozbieraniu ruszyłem dalej, jednak moja grupka już odjechała i przez kilka km-ów jechałem w tempie spacerowym stopniowo dochodząc do siebie. Poobijany, w padającym deszczu, pod wiatr – to wszystko nie podnosiło morale. Ale cóż, w końcu chyba to moja ulubiona dyscyplina? Później było lepiej – wyszło słońce, wróciły siły, dogoniłem co niektórych kolarzy, którzy odjechali mi po upadku.

Zakończyłem wyścig z czasem 2:18, tracąc około 15 minut do zwycięzcy na dystansie 65 km. Biorąc pod uwagę upadek i wysiłek w okolicach 90% jestem pozytywnie zaskoczony. Miejsce nie oddaje wyniku i nie brzmi to zbyt imponująco - 111 w open i 33 w M3. Ale wyścigi na które czekam dopiero przede mną.
Szkoda też, że byłym jedynym zawodnikiem ze Złotowa. Dobrze za to, że chociaż w przelocie, ale jednak udało mi siezamienić kilka słów z osobami z mojego nowego teamu.


Tekst: Sławek
Foto: Agnieszka

Relacja w bikeworld

Poniżej artykuł z Panoramy Złotowskiej 13.04.2010:


czwartek, 18 marca 2010

Kalendarium 2010

Poniżej mój wstępny program startów w tym sezonie - data / miejscowość i impreza / barwy klubowe.
Pogrubione są imprezy dla mnie priorytetowe. Na szaro te, w których z różnych powodów raczej nie pojadę.

1. 28.03 - Thule Puszczykowo – GPAET

1. 10.04 - MTBMarathon - Dolsk - GPEAT (33/111/600)

2. 18.04 - MTBMarathon - Murowana Goślina - GPEAT (przesunięty na 4.07)

3. 25.04 – Skandia – Chodzież (GPAET) (9/4/300)

4. 25.04 - I edycja Gryf – Szczecin (GPAET)

5. 1.05 – Family Cup (GPAE) (II)

6. 03.05 – Thule – Gniezno (GPAET)

7. 09.05 – Thule – Złotów (7/40)

16.05 Bieg Zawilca – Złotów (102/22/407)

8. 23.05 - III edycja Gryf Gorzów Wlkp. (Bogdaniec) GPAET (odwołany)

9. 30.05 – Thule – Oborniki - GPAET (17/13/44)

10. 6.06 – BikeCross – Gniezno - GPAET (przesunięty na 18.07)

11. 13.06 IV edycja Gryf - Wałcz - GPAET (odwołany)

12. 20.06 – Thule - Chodzież - GPEAT

13. 27.06 - V edycja Gryf - Stare Kurowo - GPAET

14. 3.07 Hanza Maraton Frankfurt


15. 10.07 Thule Połczyn XC


16. 11/07 BikeCross - Połczyn Wielkopolskie

17. 08/08 BikeCross - Suchy Las Wielkopolskie

18. 21.08 Jarocin

19. 29.08 Dziewicza Góra ( mistrzostwa WLKP w XCMTB )

20. 4.09 Kielce – finał FC

21. 5.09 VI edycja – Gryf MTB Barlinek

22. 12/09 BikeCross - Leszno Wielkopolskie

23. 26.09 VII edycja – Gryf MTB Szczecin – finał

24. 09.10 Września Finał Puchar Thule

25. ….. Michałki MTB

niedziela, 14 marca 2010

Walne ściganie

- A ile kosztuje taka, jak jej tam... przerzutka? - pyta starszy pan.

- Tak około 70 zł - odpowiada mu drugi.


- Hmmm... A ile my w ogóle mamy tych rowerów..? - wciąż dopytuje pierwszy.

To nie rozmowa ciekawego kolarstwa laika z działaczem klubu kolarskiego. Obydwaj są w nim od lat.

9 marca 2010 miałem okazję uczestniczyć w walnym zebraniu LKS Drogowiec, w którego barwach jeżdżę od roku. Nie mam zamiaru pisać relacji z zebrania, lecz raczej podzielić się moimi refleksjami związanymi z działaniem klubu. Przede wszystkim byłem mocno zdziwiony, że do klubu należą osoby nie mające pojęcia o wielu podstawowych sprawach związanych z kolarstwem np. ile kosztuje przerzutka. Jak można należeć do jakiejś organizacji i mieć wpływ na wydawanie pieniędzy nie mając pojęcia o co w tym chodzi? No dobrze, powiedzmy że jest to wybaczalne w przypadku osób, które mają czuwać nad rozwojem młodych kolarzy i zajmują się treningami i pracą z młodzieżą i nie interesuje ich cena sprzętu. Jednak przy średniej wieku zebranych osób - 99 lat, to chyba nie to. A propos - słysząc, że trener łata wytarte opony kawałkami tektury, aby młodzi mieli jak jeździć, dosłownie chce się płakać. Dlaczego? Dlatego, że taka nędza! Nie wyśmiewam tutaj klubu, ale zwracam uwagę na podejście władz miasta, które na roczną działalność klubu przeznaczają coś około 15 tys zł, pokazując tym jak bardzo "zależy" im na tej dyscyplinie, wynikach i młodzieży, która widzi tam swoją szansę rozowoju osobistego i sportowego. Jaki obraz się wyłonił podczas tego zebrania? Taki, że oto dzieci jeżdża na starych zdezelowanych rowerach, które w całości trzymają się jedynie dzięki pasji i zaangażowaniu trenera Mitkowskiego. Taki, że brakuje pieniędzy na paliwo, wyjazdy, starty, a jedynym sposobem, aby to wszystko się dalej kręciło jest poszukiwanie sponsorów. Dlatego też gdy otrzymałem propozycję zostania członkiem Zarządu, musiałem powiedzieć "nie". I to nie tylko dlatego, że nie chcę należeć do dowództwa dryfującego, po oceanie polskiego kolarstwa, wraku jakim jawi się LKS Drogowiec. Także dlatego, co muszę szczerze zaznaczyć, że nie czuję się powołany do wychowywania i pracy z młodzieżą, a tym przecież powinno być przyjęcie na siebie takiej odpowiedzialności. Bardzo cenię i szanuję pracę i podejście innych osób, które są gotowe do takich poświęceń, jednak nie byłbym w stanie robić czegoś czego nie czuję. To dobre dla hipokrytów. Specyfika LKS Drogowiec polega na tym, że jest to klub dla młodzieży szkolnej, która korzysta ze wszystkich dostępnych świadczeń. Grupa kolarzy masters finansuje się w całości sama. Zaznaczam, że nie krytykuję tej formy. Bardzo dobrze, że młodzi kolarze, których rodziców nie stać na sfinansowanie pasji swoich dzieci, mają szansę rozwijać się w ten sposób, jeździć na zawody, zobaczyć kawałek Polski. Jednak ja osobiście byłbym w stanie zaangażować się w klub, w którym włożony wysiłek zaprocentuje nie tylko w postaci moralnego poczucia dobrze spełnionego obowiązku, ale też w formie coraz lepszych wyników grupy masters, wsólnych startów w krajowych zawodach, brania udziału w różnych cyklach także w klasyfikacji drużynowych. Niestety mastersi w Drogowcu ściagają się na treningach i trenują na zawodach. Tak to niestety najczęściej wygląda. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, ale około 80% tzw. drużyny. Rzecz jasna mają do tego pełne prawo - ich rowery, ich czas, ich pieniądze, ich hobby, ich sprawa.

Smutne było także według mnie zrzeczenie się funkcji prezesa przez Pana Wiesława Fidurskiego, który chyba był najlepszą osobą pełniącą tą funkcję. Zarówno pod kątem wiedzy kolarskiej - sam przez lata brał udział w wielu imprezach MTB i szosowych - oraz przygotowania pod kątem organizacji pracy własnej i umiejętności organizacyjnych, a także współpracy z kolarzami, sponsorami, działaczami i wszystkimi innymi. Osoba, która wie co chce i potrafi zaplanować i realizować cele oraz mająca autorytet. Nowo powołany prezes niestety jest dla mnie osobą obcą. Nigdy nie widziałem go na rowerze na naszych treningach i w ogóle widziałem go po raz pierwszy. Zresztą podobnie jak kilka osób biorących udział w zebraniu, o których nie wiedziałem, że należą do Drogowca i nawet bym ich o to nigdy nie podejrzewał.

Kolejną sprawą jest to, że od około miesiąca należę jednocześnie do Goggle Pro Active Eyewear Team. W najbliższym sezonie mam zamiar reprezentować na wyścigach GPAET. Jest to grupa kolarzy amatorów MTB z całego kraju, sponsorowana częsciowo przez firmę PROSTAF, dystrybutora okularów sportowych marki Goggle. W tym teamie widzę coś, czego mi brakowało w złotowskim Drogowcu. Zapowiada się mieanowicie interesująca możliwość wspólnych startów, ustalenia wyścigów na których pojawimy się razem, klasyfikacji drużynowej. Okazuje się, że łatwiej jest to zorganizować z ludźmi rozsianymi po całej Polsce, niż z kolegami z drużyny i tego samego miasta. Dodam tutaj, może nieco złosliwie, że w GPEAT będę miał na sobie reklamy firmy, która przynajmniej coś rzeczywiście sponsoruje. W koszulce Drogowca z reklamami np MZUKU (i kilku innych nawet bardziej widocznych logo...) na plecach nigdy nie otrzymałem nic od wspomnianych "sponsorów". Ani batona, ani banana, ani proszku do wyprania tychże ciuchów. Już rok temu, wstępując do drużyny, uważałem że mastersi - jako samofinansujący się - powinni mieć inny wzór koszulek niż młodzież, czyli bez logo sponsorów. No, ale to już sprawa na osobny temat.

Wracając do głownego wątku. W maju w Złotowie ma mieć miejsce jedenasta edycja zawodów Pucharu Thule, organizowana przez LKS Drogowiec. W poprzednim roku impreza ta miała nawet rangę zawodów pucharu Wielkopolski. Czy w tym roku zawody również się odbędą? Czy może raczej zamiast zawodów będzie wielki zawód, jeśli okaże się że zabrakło środków, umiejętności organizacyjnych i determinacji nowych władz klubu? Oby nie. Aczkolwiek na chwilę obecną pieniążków jest mało i zapowiada się dreptanie ścieżek u dyrektorów złotowskich firm, w poszukiwaniu symbolicznej złotówki wsparcia. Nie zazdroszczę. Jako zwykły członek Drogowca, chętnie pomogę przy pracach takich jak rozpropagowaniu imprezy w światku kolarskim w Polsce, czy też innych sprawach jak taśmowanie trasy itp. Nie czuję się jednak na siłach, aby chodzić i prosić o datki.

Smutne jest to, że ludzie którzy chcą zrobić coś dla innych, dla młodzieży, robią to kosztem nie tylko własnego czasu, ale i pieniędzy. Trener Mitkowski, naprawiący rozpadający się, przestarzały sprzęt. Dotychczasowy Prezes Fidurski poszukujący sponsorów, organizujący złotowskie zawody, które dorobiły się sporej renomy w polskim, kolarskim światku. Tymczasem duże środki przepadają gdzieś nie wiadomo gdzie i po co. Smutne jest też to, że do takich organizacji jak LKS, z drugiej strony, należą osoby, które mają chyba w genach zakodowane, aby przynależeć do organizacji, które mają komisje, porządki obrad, a nie mają natomiast entuzjazmu, wiedzy i doświadczenia. Nie wyglądają też na osoby, które jeżdżą na rowerze. No może jeździły. Kiedyś. Na rowerku. Dziecięcym. 100 lat temu.

A ja przede wszystkim lubię rower. Lubię jeździć. Czuć słońce i pęd wiatru. Lubię się ścigać i czuć tę odrobinę adrenaliny, którą wyzwala rywalizacja. I nie lubię komisji, walnych zebrań, programów obrad. Dlatego zamiast działaczem, wolę pozostać kolarzem.
 
SD

Skan artykułu - walne zebranie LKS Drogowiec

9 marca odbyło się walne zebranie zebranie LKS Drogowiec. Marek przystąpił do zarządu klubu. Więcej w skanie. 

sobota, 6 lutego 2010

A jednak się da!

Zima w pełni i wygląda na to, że nie odpuszcza. Kolarze także nie powinni odpuszczać, co widać na poniższych zdjęciach. Trasa Ośmiorniczki, wokół złotowskiego amfiteatru, dzięki zaangażowaniu Zbigniewa Betschera i kilku innych mastersów jest udostępniona dla ruchu kołowego. Rowerowego oczywiście.



poniedziałek, 30 listopada 2009

Scott Aspect 40 - test

Przed zakupem mojego nowego nabytku – Scott Aspect 40 (model z 2010 roku), szukałem w odmętach internetu jakichś recenzji, testów i tego typu podobnych informacji. Udało mi się znaleźć co nieco jedynie na jednej z wielu amerykańskich stron. Trzeba bylo zatem samemu cos napisać. Zatem od tego momentu polskie zasoby wzbogacają się o poniższy test Scott Aspect 40 2010.


Osprzęt
Nie będę na ten temat rozpisywał się dużo, gdyż każdy zainteresowany może zerknąć sobie na stronę producenta.
Jednak kilka własnych u wag i wniosków nie omieszkam wtrącić. Pierwsze co rzuca się w oczy to miłe dla oka malowanie. Żywe niebieskie elementy w połączeniu z bielą i czernią sprawiają, że rower wygląda elegancko, a i jednocześnie kompozycja nawiązuje do stylistyki maszyn xc. Druga rzecz to opony. Opony są wielkie, to jest pewne. Tak więc, gdy przyjrzawszy się z bliska zauważamy, że owe Schwalbe Black Jack są oponami 26x2.10 możemy zdziwić się nieco. Może nie tym, że 26 cali, ale owo 2.10..? Są tak wielkie, że można chyba by rzec, że są to koła 27 calowe. Określone przez producenta jako opony na uniwersalne warunki, w istocie takie są. Po asfalcie toczą się lekko, gładko i pomimo na pierwszy rzut oka agresywnego bieżnika, są beszelestne. Podobnie sprawa się ma na leśnych, bitych drogach. Problem zaczyna się w piachu i błocie. Łatwo wtedy stracić panowanie na rowerem. Ponadto są to opony wzmocnione, z warstwą antyprzebiciową. A jeśli dodamy, że to drutówki, wtedy waga jednej – ok. 940g (!)– przestaje dziwić. Amortyzator Suntur XCR zaskoczył mnie mile tym, że oprócz regulacji tłumienia, oferuje także blokadę skoku. Nie działa wprawdzie doskonale, przy podjazdach na stojąco odczuwa się lekkie stukanie, ale przy tej cenie nie można wymagać cudów.
Miłą rzeczą jest gięta kierownica, zaopatrzona w kolorystycznie dobrane biało czarne gripy.
Manetki przerzutek wyglądają nieco kosmicznie, ale działają płynnie i bez zarzutu. Również hamulce typu v-brake działają zaskakująco dobrze.

Jazda
Na stronie producenta możemy znaleźć informację, iż seria Aspect to tzw. ścieżkowiec. Zaznaczam: Aspect nie ma jeździć po górach, lecz w terenie. I jest to absolutna prawda.
Już po ruszeniu z miejsca pierwsze wrażenie jest takie, że oto możemy tak teraz jechać następne 500 km bez schodzenia z roweru. Sylwetka jest właściwe rekreacyjna. Na długich, płaskich prostych rower jest wręcz idealny. Dopiero, gdy musimy wykonać nagły skręt, lub / i szybki podjazd wtedy widać, że nie jest to maszyna do XC. Waga i geometria robią swoje. Sytuacja zmienia się, gdy odwrócimy mostek. Aspect robi się żwawy i namawia właściciela, aby ten zjechał z drogi i wjechał na krętą ścieżkę. Przedtem polecam jednak zmienić opony, na takie które trzymają się lepiej mokrego i/ lub piaszczystego podłoża. Po dwóch godzinach jazdy w urozmaiconym terenie wciąż jest wygodnie. Plecy nie bolą, kark też nie sprawia problemów. Mogę więc z całą pewnością stwierdzić, że Aspect jest idealny dla początkujących maratończyków. Dlaczego początkujących? Ano dlatego, że ci doświadczeni mogą narzekać na wagę niektórych elementów oraz ich klasę. Z tym jednak nie powinno być problemu, gdyż po lekkim up grade sprzętu możemy zrobić z Aspecta pożeracza kilometrów długodystansowych maratonów. Dodam jednak, że z pewnością sprawdzi się lepiej na tzw. płaskich maratonach. Na podjazdach nie będzie tak żwawy jak np. Scale. Za to bardzo pewnie będzie się prowadził na długich zjazdach. Gięta kierownica i wyprostowana sylwetka sprawia, że można czuć się bezpiecznie. Ale przedtem wymieńmy jednak Black Jacki na coś, co pewniej trzyma się podłoża...

Podsumowanie
Aspecta zakupiłem, aby służył mi jako rower treningowy oraz ewentualnie jako rower wycieczkowy w okresie letnim. Być może nawet wybiorę się nim na jakiś płaski wielkopolski maraton. Przyjemność z jazdy, sprzęt markowy, cena umiarkowana, uniwersalizm. W tym przypadku owe 1590,00 PLN to jedna z moich lepszych inwestycji.

Rider

Zdjęcia: Marek Dereszkiewicz

czwartek, 19 listopada 2009

Podsumowanie sezonu 2009

Za oknem listopadowe deszcze niespokojne, zatem zamiast kolejnej relacji z zawodów, tym razem czas na podsumowanie sezonu 2009. Czy plan został wykonany? Czy są postępy? O tym poniżej. Jedno jest pewne – wszystkie (no prawie wszystkie) jazdy dały mi wiele radości i satysfakcji, a o to chyba w tym chodzi. No i na pewno jestem mądrzejszy i kilka doświadczeń i wiem nad czym popracować, aby kolejny sezon był jeszcze bardziej udany.

Treningi i wyścigi

Mniej więcej rok temu, chyba też w listopadzie, postanowiłem iż rok 2009 będzie dla mnie rokiem startów w kilku maratonach giga oraz próbie uzyskania jak najlepszego miejsca w Gryf Maraton MTB. To pierwsze założenie wynikało z chęci sprawdzenia się. W czwartym sezonie ścigania wypadało w końcu pościgać się na dystansach 100 km i więcej. Z kolei cykl Gryfa to geograficznie, a co za tym idzie logistycznie i finansowo jedyny dla mnie dostępny cykl maratonów MTB, gdzie mogłem wziąć udział we wszystkich edycjach, bez większego uszczerbku na zawartości portfela. Poza tym to rzeczywiście jedyny tego typu cykl w północno – zachodniej Polsce. Inne imprezy są zlokalizowane albo głęboko na południu albo są rozrzucone po całym kraju, jak np. Skandia. Po trzech latach doświadczeń w Gryfie i trzech obecnościach na podium na dystansie 30 km w sezonie 2008 mogłem poczynić pewne założenia. Plan był taki: miejsce w pierwszej szóstce w generalce w kategorii M3 oraz w pierwszej dziesiątce w klasyfikacji generalnej open. Miejsca w poszczególnych edycjach liczyły się mniej, chodziło o to, aby strata do zwycięzcy poszczególnych edycji nie była zbyt duża. To oraz systematyczność w zajmowaniu miejsc w czołówce wystarczy, aby znaleźć się w miarę wysoko w klasyfikacji generalnej. Mogę powiedzieć, że bywało raz lepiej, raz gorzej, ale udało mi się ukończyć każdą edycję w miarę przyzwoitym czasie, co ostatecznie dało mi w klasyfikacji końcowej szóste miejsce w M3 oraz dziewiąte w open. Plan zatem został wykonany. Szkoda jedynie, że w przeciwieństwie do finału 2008, w tym roku dekoracje finalistów dotyczyły pierwszych trójek oraz zabrakło dekoracji pierwszej dziesiątki. Niby nic, ale jednak... No, ale powiedzmy, że to przez wszechobecny „kryzys”.
Pierwszy w tym sezonie oraz w ogóle życiu dystans giga przejechałem w kwietniu w Murowanej Goślinie podczas Powerade Bikemarathon. Dystans wyniósł 116 km. Przejechałem go bez większego wysiłku, gdyż z obawy przed wyczerpaniem zbyt ostrożnie rozłożyłem siły. Wbrew pozorom podczas wyścigu nie jest to takie proste i wymaga doświadczenia. No, ale za to był ten pierwszy raz z giga. Kolejny pierwszy raz, również w tym samym cyklu, zaliczyłem w Głuszycy, dokąd niespodzianie dla siebie samego zdecydowałem się w ostatniej chwili wyruszyć. Teraz były tym góry. To także było potrzebne doświadczenie. Chyba wypada w końcu zaliczyć maraton MTB w górach, skoro uprawia się dyscyplinę pt. kolarstwo górskie? Tam, podobnie jak w Murowanej Goślinie, pojechałem dla sprawdzenia się w czymś dla mnie nowym. Miejsce było mniej istotne, ostatecznie ukończyłem wyścig w około połowie stawki.
Na pewno są to całkiem odmienne wrażenia od ścigania się po lasach północno – zachodniej Polski. W górach rzeczywiście mamy do czynienia z kolarstwem górskim, na naszych terenach nazwałbym to kolarstwem terenowym (termin przełajowe jest już zarezerwowany dla osobnej dyscypliny).
Oprócz maratonów wziąłem też udział w kilku edycjach Pucharu Wielkopolski w XC. Sama dyscyplina, nie dość że wymagająca siły i kondycji, to w Wielkopolsce stoi na wysokim poziomie. Za każdym razem wyścigi kończyłem w około pierwszych 25-30% stawki, co i tak jest niezłym wynikiem. Co do XCMTB, to trzeci rok z rzędu wziąłem także udział w eliminacjach w Mistrzostwach Kolarstwa Górskiego dla woj. Wielkopolskiego z cyklu Family Cup. Podobnie jak przed rokiem zająłem III miejsce.
Pod koniec sezonu, w październiku, postanowiłem na chwilę wrócić tego co mi wychodziło najlepiej w 2008 roku czyli startów na dystansach 30-35 km. Miał to być test, czy w roku 2010 zająć się tym ponownie. Próba odbyła się w Wieleniu, dokąd początkowo wcale nie planowałem jechać. Jednak słoneczna pogoda oraz chęć sprawdzenia się sprawiły, że stanąłem na starcie. Na około 140 zawodników w klasyfikacji open zajął siódme miejsce, a swojej M3 miejsce drugie. Zatem całkiem nieźle. Nie wiem dlaczego akurat tak się dzieje.
Wiem za to jakie błędy popełniłem. Od wczesnej wiosny było zbyt wiele startów i zbyt mało regeneracji. Wyścigi były co tydzień, a czasami nawet sobota i niedziela. Gdybym zawodowcem to OK. Sztab trenerów, masażystów, lekarzy, dietetyków nie pozwoliłby mi się wykończyć. Niestety amator, który poza treningami i wyścigami musi co rano wstać do pracy, łatwo może przedobrzyć. Właśnie ten nadmiar doprowadził do tego, że od około połowy maja wystąpiły u mnie wszystkie objawy przetrenowania, które utrzymywały się przez cały sezon. Zatem nauka nr. 1 na przyszły rok: jeździć mniej, wygrywać więcej. Przetrenowanie wpłynęło także na późniejszą liczbę treningów oraz liczbę przejechanych kilometrów. Rok 2009 jest dla mnie pod tym względem wyjątkowo słaby – niecałe 7 tys od stycznia do chwili obecnej.
To nad czym muszę mocno popracować to także technika jazdy. Obecny poziom umiejętności oceniłbym w skali od 1 do 10, na około 3. W wyścigach XC słaba technika oznacza nawet około 40 sek na okrążeniu. Okrążeń bywa 6 do 8. Łatwo obliczyć sobie różnicę czasów między zawodnikami o takim samym stopniu wytrenowania, ale o dużej różnicy w umiejętnościach prowadzenia roweru w trudniejszym terenie, pokonywaniu przeszkód, brania zakrętów itp. Nauka nr 2: ćwiczyć technikę jazdy!

Sprzęt

W ciągu ostatniego roku trenowałem na dwóch rowerach: Scott Scale 50 z 2009 roku i trzyletnim Treku 4300. W zawodach startowałem na tym pierwszym. Ostatnio Treka zamieniłem na rzecz kolejnego Scotta, tym razem Aspect 40 z 2010 roku, ale o tym będzie osobny wpis. Scale sprawdził się w 100%. W ciągu roku czyniłem jedynie bieżące konserwacje, typu smarowanie. Przerzutka tylna XT Shadow nie wymagała zakręcenia nawet jedną śrubką i działa idealnie. Sam rower nie jest zbyt lekki (12 kg) i wyposażony jest w opony Continental Mountain King 2.2, które nie dawały mi małych oporów, ale za to miałem pewność, że dadzą radę i w górach i w piachach. Solidne i w sam raz na długie dystanse w zmiennych warunkach. To samo można powiedzieć na temat samego Scale’a. W przyszłym roku zostanie jednak wyposażony przeze mnie w opony do szybszej jazdy, ale i dystanse będą mniej „epickie”. Dobrym posunięciem była wymiana siodełka na Selle Italia, lżejsze i wygodniejsze od fabrycznego. To samo w temacie gripów: na rzecz fabrycznych założyłem Setlaz Armor. Duży komfort, pewny chwyt i nazwa jakoś tak pasująca do charakteru mojego Scotta...
Drużyna

Od tego sezonu, wraz z Markiem, przystąpiliśmy do LKS Drogowiec. Szkoda, że z pozostałymi mastersami nie udało się ustalić wspólnego programu startów, tak abyśmy mogli w wybranym cyklu wziąć udział w klasyfikacji generalnej. Do tego potrzeba zazwyczaj około czterech zawodników.
Nie każdy pewnie sobie zdaje sprawę, ale fakt jeżdżenia z logo kilku sponsorów w zasadzie nic nie oznacza, gdyż dofinansowywani są młodzi kolarze, zaś mastersi muszą sobie radzić sami w kwestii serwisu, opłat startowych itp. Oczywiście bardzo dobrze, że młodzież ma wsparcie ze strony sponsorów, jednak ja rozważam zmianę koszulki na taką, gdzie nie będę nikomu robił darmowej reklamy. Pozytywnym wyjątkiem od tej reguły, jest w tym przypadku fakt, że przynajmniej firma w której pracuję zasponsorowała zakup stroju dla mnie i Marka, dlatego też znak lill-Sport jest jak dla mnie naprawdę zasługującym na swoje miejsce logo na koszulce i spodenkach.

Sezon 2010

Więcej jeździć. Poprawić technikę. Zwiększyć moc i umiejętności szybkościowe. Nie przetrenować się. Stawiać na krótsze dystanse. I wciąż cieszyć się każdą chwilą na rowerze.
Rider

piątek, 23 października 2009

Sztafeta w Pile 17.10.2009

17 października na zaproszenie Piotra Nowackiego - trenera UKS Sportowiec z Piły - miałem okazję uczestniczyć w sympatycznej imprezie.

Każdego roku w październiku, w/w klub organizuje na zakończenie sezonu imprezę, na której oprócz ogniska z pieczonymi kiełbaskami, kawy i pączków, można się także pościgać.


Do Piły zdecydowałem się dojechać rowerem. Oczywiście polami i lasami. W Krajence dołączył Kazik Kowalski i jechaliśmy dalej. Na liczniku miałem około 37 km, gdy przyszło się ścigać. Wylosowano 9 czteroosobowych druzyn. Nasza druzyna nr 8, oprócz mnie stanowili dwaj zawodnicy pilskiego Kameleon Team oraz Michał Nowacki z UKS Sportowiec. Po mojej pierwszej zamianie bylismy na drugim miejscu. Do samego końca trwała zażarta walka i ostatecznie skończyliśmy na trzecim stponiu podium. Kolejny puchar do kolekcji na pamiątkę.

A później jeszcze tylko niemal 40 km poprzez lasy...

Podziękowania dla organizatorów za zaproszenie i miłe przyjęcie oraz świetnie zorganizowaną imprezę.

Link do relacji UKS Sportowiec: http://sportowiec.pila.pl/akt_142.html

Link do galerii: http://picasaweb.google.pl/iwanowski.piotr/SztafetaKolarska09#

S.

Wągrowiec - PW w XC 10.10.2009

Dla porządku należy wspomnieć o ostatniej edycji Pucharu Wielkopolski. Impreza odbyła się w Wągrowcu 10 października. I Marek i ja wystartowaliśmy w kategorii M3. Miejsca to odpowiednio 14 i 8.
W klasyfikacji generalnej zająłem 13 miejsce, startując w 4 z 7 edycji.

Tekst: Sławek

Foto: TD

poniedziałek, 28 września 2009

Maraton Michałki w Wieleniu - 26.09.2009

Ostatnia sobota - 26 września - była całkiem udanym dniem. I to nie tylko ze względu na słoneczną i upalną pogodę oraz to, że mogłem pościgać się podczas maratonu MTB Michałki w Wieleniu, ale przede wszystkim ze względu na udany rezultat tego ścigania – II miejsce w kategorii M2.


W tym roku wraz z Markiem startowaliśmy na dystansie 30 km. Okazało się, że dystans ten miał całkiem mocną obsadę, a i frekwencja około 140 zawodników wskazywała na to, że nie będzie lekko. Już podczas pierwszych 3 km, gdy trasa biegła po asfalcie, a prędkość oscylowała granicach 40 - 45 km/h, można było mieć problemy z utrzymaniem tempa. Mi udało się dotrzeć do czuba peletonu dzięki rozprowadzeniu Marka, przez co w las wjechałem wraz z czołową grupką. Potem pozostało już tylko jechać co sił w nogach i płucach.
Ostatecznie zająłem drugie miejsce w M3 z czasem 1:02:57, ze stratą niecałych 3 minut do Rafała Łukawskiego z Corratec Team. Marek zjawił się na mecie 4 minuty później zajmując w kategorii M2 miejsce 8.
Sławek

czwartek, 17 września 2009

Gryf Maraton MTB VI - Szczecin 13.09.2009

VI edycja Gryf Maratonu MTB 2009 przeszła do historii. Ja zapamiętam ją jako najbardziej błotnistą edycję. W połowie pierwszej z dwóch rund zaczął padać deszcz, ale solidnie rozpadało się podczas drugiego okrążenia. Ścieżki pokryły się śliskim błotem, a mokre kamienie i korzenie urozmaicały jazdę. Ponieważ zdawałem sobie sprawę, że w klasyfikacji końcowej nie zmieni się wiele, nastawiłem się więc na dotarcie do mety powoli, ale w całości. Tym sposobem zająłem 11 miejsce w M3. Jednak w tym sezonie ważniejsza była dla mnie końcowa klasyfikacja generalna po 6 edycjach.
Czas na trochę statystyki po 6 edycjach Gryf MTB. W końcowej klasyfikacji generalnej open znalazło się 568 zawodników, z których 404 zebrało punkty. W mojej kategorii M3 sklasyfikowano 224 zawodników, a 123 z nich zebrało punkty do klasyfikacji końcowej. W kategorii M2 było to odpowiednio 259 i 114 zawodników.

Na koniec podsumowanie całego cyklu w klasyfikacji generalnej:

Sławek – 6 miejsce w M3, 9 miejsce w generalnej open – 2446,28 pkt
Marek – 9 miejsce w M2, 27 miejsce w generalnej open – 1980,26 pkt

Przed sezonem startowym moim planem co do klasyfikacji końcowej było zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce w klasyfikacji generalnej open oraz w pierwszej szóstce w mojej kategorii wiekowej M3. Można zatem uznać, że plan został wykonany.

Sławek

środa, 16 września 2009

Szosowe Mistrzostwa Piły - 12.09.2009

Ponizej relacja Marka z szosowych mistrzostw Piły.

Mistrzostwa Piły w kolarstwie szosowym- jazda indywidalna na czas 12.09.2009.

W imprezie brali udział kolarze LKS Drogowiec Złotów: Andrzej Karłowicz, Zbigniew Betscher, Bogusław Manikowski, Irek Gabrych (kategoria mtb) i ja. Łącznie wystartowało 64 zawodników.
Udział w zawodach był dla mnie debiutem, gdyż zaledwie od tygodnia zacząłem jeździć na „szosówce”. Lubię ten rodzaj dyscypliny, w tym duże prędkości dlatego postanowiłem wziąć udział w zawodach w Pile. Impreza dobrze zorganizowana, sympatyczna atmosfera i rywalizacja na wysokim poziomie- tak mogę w skrócie scharakteryzować „czasówkę”.
W mojej kategorii zająłem 18 miejsce na 25 zawodników. Nie jest to może rewelacyjne osiągnięcie, ale warto było brać udział w pilskich mistrzostwach. Trzeba zacząć więcej trenować na szosie…
Więcej informacji na stronie UKS Sportowiec Piła
http://sportowiec.pila.pl/akt_136.html
Marek

środa, 19 sierpnia 2009

Gryf Maraton MTB - Barlinek 16.08.2009

Za nami 5 z 6 edycji Maratonu Gryfa Pomorskiego. W ostatni weekend ścigaliśmy się w Barlinku. Trasa zapowiadana jako szybka i płaska, dała się we znaki zwłaszcza na dystansie, na którym oprócz mnie startował także Marek i Wiesław Fidurski. Z zapowiadanych 75 km wyszło 82,4 km, a ostatnie 15 km z mnóstwem zjazdów i podjazdów oraz błota i kolein przy około 30’C upale skutecznie umęczyły zawodników.
Nasze czasy i miejsca w klasyfikacji open oraz w kategoriach:

18. Sławek – czas 3:52:50 - 6 (lub 7?) miejsce w kategorii M3
38. Wiesław Fidurski – czas 4:10:44 - 6 miejsce w kategorii M5
46. Marek – czas 4:21:33 - 10 miejsce w kategorii M2

Przypomnę, że cykl Gryf Maraton MTB składa się z sześciu edycji. Po piątej edycji w Barlinku jestem sklasyfikowany na 5-ej pozycji w klasyfikacji generalnej open oraz na miejscu 4-ym w mojej kategorii wiekowej M3. Biorąc pod uwagę setki sklasyfikowanych zawodników, wynik ten uważam za bardzo dobry. Pozostała jeszcze edycja VI, która odbędzie się 13-ego września w Szczecinie.



Sławek

wtorek, 4 sierpnia 2009

MTB Marathon#7 - Głuszyca - 1.08.2009

Jak dla mnie 2 x pierwszy raz, czyli:

1. w końcu pierwszy górski maraton MTB

2. zaliczony pierwszy "tysiecznik" (Wielka Sowa - 1015 m npm)

Tym razem nie miało być zaciekle i super wyścigowo, ale chodziło p oprostu o pokonanie bardzo wymagającej trasy, której juz samo ukończenie było sukcesem. Wielu zawodnikom nie udalo się tego dokonać ze względu na usterki sprzętu, wypadki lub krańcowe zmęczenie, któremu sprzyjał około 30'C upał.

Klasyfikacja. Na dystansie mega startowało około 350 zawodników. Najlepszy czas to 02:46, a najgorszy 07:49. Trasa o długości około 57 km.

ja - 131 open / 42 w M3, czas - 4:22:14

Marek - 135 open / 59 w M2, czas - 4:24:18






Nizej, po zawodach. Marek i Andrzej Kaiser.
Linki do relacji:

http://news.bikeworld.pl/rower/artykul/5125/Maraton.w.Gluszycy/

http://www.mtbnews.pl/content/view/1396/1/

Sławek