poniedziałek, 31 maja 2010

WLM Thule Oborniki - 30.05.2010

Tym razem wyścigi na torze motocrossowym. Trasa dla specjalistów od jazdy po hopkach, muldach, piachu i 180' zakrętach. Ja do takowych się nie zaliczam, zatem tym razem miejsce 12/40 w klasyfikacji Supermasters i 9/20 w Masters. Ponadto najnormalniej w świecie, tego dnia nie jechało mi się dobrze. Ale jak mawiają "no excuse". Trzeba przemyśleć sprawy, aby następnym razem było lepiej.
Start ten dał mi kolejne punkty w cyklu Thule i pnę się w górę - 12 w M1 (na 61) oraz 34 (na 132) w Supermasters. Jak dotąd startowałem w dwóch z czterech edycji, zatem sytuacja będzie jasna i klarowna na koniec sezonu. W klasyfikacji w kategorii należy wziąć udział w 7 z 9 edycji, natomiast do klasyfikacji Supermasters liczą się 4 najlepsze wyniki. Zatem dobrze byłoby pojechać w Chodzieży oraz przynajmniej jeszcze jakiejś edycji Thule.
Fotorelacja autorstwa Agnieszki poniżej:

Po wyścigu odbyły się dekorację, w której niespodziewanie także uczestniczyłem, gdyż wręczane były statuetki za edycję złotowską, podczas której byłem VII, a wyróżniana jest pierwsza 10-ka. Po dekoracjach tradycyjnie nastąpiła loteria, w której tradycyjnie wygrałem torbę z upominkami. Co ciekawe były wśród nich okulary Goggle.
Sławek

poniedziałek, 10 maja 2010

Thule Złotów 9.05.2010

Dla mnie pierwsza edycja tego cyklu w tym roku. Ponieważ nie jechałem ani w Puszczykowie, ani w Gnieźnie, z braku dorobku punktowego startowałem niemal z końca 40-osobowej grupy mastersów.
Dlatego też zajęte ostatecznie VII miejsce w klasyfikacji, na "singletrackowej" trasie, jest dość dobrym wynikiem. Zwłaszcza, że obsada - jak zwykle w Thule Cup - była mocna.
Poniżej zdjęcia ze zmagań na trasie, autorstwa Agnieszki.














wtorek, 4 maja 2010

FC w Pile - 1 maja, II drugie miejsce

W sobotę 1 maja w Pile odbyły się Amatorskie Mistrzostwa Polski w Kolarstwie Górskim, z cyklu Family Cup. Impreza ta była jednocześnie eliminacjami wielkopolskimi do finału ogólnokrajowego, który odbędzie się we wrześniu w Kielcach.


Ostatecznie zająłem drugie miejsce za Piotrem Nowackim z Piły. Marek w swojej kategorii zajął miejsce szóste.

Poniżej kilka zdjęć z zawodów.













Tekst: Sławek
Foto: AB, TD

czwartek, 29 kwietnia 2010

Skandia I - Chodzież 25.04.2010

3 sekundy do III miejsca


Tyle właśnie zabrakło mi do podium podczas I edycji Skandia MTB Maraton. Wyścig odbył się w Chodzieży 25 kwietnia i jest pierwszą edycją Skandii, na który składa się 8 maratonów w Polsce, a których finał odbędzie się w Rzeszowie 26 września.


Zawody w Chodzieży zgromadziły ponad 800 zawodników z całego kraju. Do wyboru były trzy dystanse – 95, 54 i 41 km. Na dystansie 41 km wystartowało ponad 300 zawodników, a wśród nich Andrzej Karłowicz (LKS Drogowiec) ze Złotowa – miejsce 101 w kategorii open i 7 w kategorii M5 z czasem 1:53 oraz Wit Łańcucki (Grupa Rowerowa Lipka) – miejsce 34 w kategorii open i 4 w kategorii M4, czas 1:34. Jak wspomniałem, zająłem 9 miejsce w kategorii open i 4 miejsce w kategorii M3, z czasem 1:28. O pechu może mówić inny nasz kolega na dystansie 41 km – Ireneusz Gabrych (Pro-Cycling Team), który w ferworze walki zgubił trasę, nie zaliczył punktu kontrolnego i ostatecznie nie został sklasyfikowany.


Myślę, że błędem było zbytnie kalkulowanie od około 20 km. Zamiast tego należało jechać „ile fabryka dała”. Niestety, gdy nie wiadomo ile jeszcze kilometrów będzie jechało się przez pola pod wiatr, zanim dotrze się do lasu, a pogoń jest 100 m z tyłu, wtedy można przeliczyć się w swoich kalkulacjach. Pościg dotarł, a finisz na asfalcie nie poszedł po mojej myśli. Nie mam wprawy w szosowych sprintach po miejskich asfaltach. Tym sposobem otarłem się o podium.


Należy w tym miejscu wspomnieć, że 9 maja Złotów będzie gościł kolarzy MTB podczas II edycji Pucharu Wielkopolski w XC MTB, imprezy z cyklu Puchar Thule. Gospodarzem jest złotowski LKS Drogowiec.

Na koniec zdjęcie cappo di frutti di mare - Ala Langone z obstawą, czyli Czesław Lang we własnej osobie. Pistolet służył do odstrzeliwania oszustów i szuj wszelakich. Na szczęscie nie było takiej potrzeby i posłużył jedynie jako sygnał do startów.


Tekst: Sławek
Foto: pierwsze i ostatnie Agnieszka, reszta - zasoby wwww.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

MTB Marathon w Dolsku - 10.04.2010

W końcu nadszedł długo oczekiwany pierwszy wyścig w sezonie 2010. Pomimo, że nastawiam się głównie na XC oraz krótkie dystanse w maratonach, w Dolsku zdecydowałem się na dystans Mega. Z dwóch powodów – po pierwsze: treningowych, po drugie – dla sprawdzenia się na początku sezonu. Na około 1000 zawodników około 60% wybrało Mega, a dystanse Giga i Mini było obstawione mniej więcej równo przez pozostałe 20% i 20% startujących. Mój dystans liczył 65 km. Brałem pod uwagę to, iż w tym sezonie nie „nabijałem” dużych ilości kilometrów, dlatego też postanowiłem rozsądnie gospodarować siłami. Towarzystwo miałem doborowe, gdyż na lini startu zameldowały się dziewczyny z CCC, z Mają Włoszczowską na czele.

Samo miejsce startu – parking na obrzeżach Dolska – nie porażało pięknem. Parking był o wiele za mały, aby pomieścić wszystkich uczestników. Kolejka do rejestracji w biurze zawodów miała chyba z 300 metrów. Za wpisowe niemal 100 zł w zamian otrzymywało się garstkę makaronu na mecie. Ale mniejsza o to. Grunt to wyścig.

Zaczęło się z opóźnieniem. Od samego początku była to szalona jazda w tłumie. Trasa była oznakowana bardzo dobrze, zatem cała moja uwaga mogła być spokojnie skierowana na innych ścigających, a raczej na to, aby nie wpadli mi pod kierownicę. Lub ja im.

Pogoda typowa na kwiecień, zatem na trasie przetrwałem opady deszczu, wichury i przyjemnie grzejące słoneczko. Miałem nadzieję, że po około 15 -20 km peleton przerzedzi się. Nadzieja okazała się płonna. Do samej mety jechało się za kimś, obok kogoś lub przed kimś. Dwie rzeczy sprawiły, że trasa nie podobała mi się. Był to brak jakichkolwiek górek oraz chyba z 20 km asfaltu. Właśnie na asfalcie spotkał mnie najbardziej nieprzyjemny moment tych zawodów, mianowicie upadek przy zbyt szybkim wejściu w zakręt na mokrej nawierzchni. Po pozbieraniu ruszyłem dalej, jednak moja grupka już odjechała i przez kilka km-ów jechałem w tempie spacerowym stopniowo dochodząc do siebie. Poobijany, w padającym deszczu, pod wiatr – to wszystko nie podnosiło morale. Ale cóż, w końcu chyba to moja ulubiona dyscyplina? Później było lepiej – wyszło słońce, wróciły siły, dogoniłem co niektórych kolarzy, którzy odjechali mi po upadku.

Zakończyłem wyścig z czasem 2:18, tracąc około 15 minut do zwycięzcy na dystansie 65 km. Biorąc pod uwagę upadek i wysiłek w okolicach 90% jestem pozytywnie zaskoczony. Miejsce nie oddaje wyniku i nie brzmi to zbyt imponująco - 111 w open i 33 w M3. Ale wyścigi na które czekam dopiero przede mną.
Szkoda też, że byłym jedynym zawodnikiem ze Złotowa. Dobrze za to, że chociaż w przelocie, ale jednak udało mi siezamienić kilka słów z osobami z mojego nowego teamu.


Tekst: Sławek
Foto: Agnieszka

Relacja w bikeworld

Poniżej artykuł z Panoramy Złotowskiej 13.04.2010:


czwartek, 18 marca 2010

Kalendarium 2010

Poniżej mój wstępny program startów w tym sezonie - data / miejscowość i impreza / barwy klubowe.
Pogrubione są imprezy dla mnie priorytetowe. Na szaro te, w których z różnych powodów raczej nie pojadę.

1. 28.03 - Thule Puszczykowo – GPAET

1. 10.04 - MTBMarathon - Dolsk - GPEAT (33/111/600)

2. 18.04 - MTBMarathon - Murowana Goślina - GPEAT (przesunięty na 4.07)

3. 25.04 – Skandia – Chodzież (GPAET) (9/4/300)

4. 25.04 - I edycja Gryf – Szczecin (GPAET)

5. 1.05 – Family Cup (GPAE) (II)

6. 03.05 – Thule – Gniezno (GPAET)

7. 09.05 – Thule – Złotów (7/40)

16.05 Bieg Zawilca – Złotów (102/22/407)

8. 23.05 - III edycja Gryf Gorzów Wlkp. (Bogdaniec) GPAET (odwołany)

9. 30.05 – Thule – Oborniki - GPAET (17/13/44)

10. 6.06 – BikeCross – Gniezno - GPAET (przesunięty na 18.07)

11. 13.06 IV edycja Gryf - Wałcz - GPAET (odwołany)

12. 20.06 – Thule - Chodzież - GPEAT

13. 27.06 - V edycja Gryf - Stare Kurowo - GPAET

14. 3.07 Hanza Maraton Frankfurt


15. 10.07 Thule Połczyn XC


16. 11/07 BikeCross - Połczyn Wielkopolskie

17. 08/08 BikeCross - Suchy Las Wielkopolskie

18. 21.08 Jarocin

19. 29.08 Dziewicza Góra ( mistrzostwa WLKP w XCMTB )

20. 4.09 Kielce – finał FC

21. 5.09 VI edycja – Gryf MTB Barlinek

22. 12/09 BikeCross - Leszno Wielkopolskie

23. 26.09 VII edycja – Gryf MTB Szczecin – finał

24. 09.10 Września Finał Puchar Thule

25. ….. Michałki MTB

niedziela, 14 marca 2010

Walne ściganie

- A ile kosztuje taka, jak jej tam... przerzutka? - pyta starszy pan.

- Tak około 70 zł - odpowiada mu drugi.


- Hmmm... A ile my w ogóle mamy tych rowerów..? - wciąż dopytuje pierwszy.

To nie rozmowa ciekawego kolarstwa laika z działaczem klubu kolarskiego. Obydwaj są w nim od lat.

9 marca 2010 miałem okazję uczestniczyć w walnym zebraniu LKS Drogowiec, w którego barwach jeżdżę od roku. Nie mam zamiaru pisać relacji z zebrania, lecz raczej podzielić się moimi refleksjami związanymi z działaniem klubu. Przede wszystkim byłem mocno zdziwiony, że do klubu należą osoby nie mające pojęcia o wielu podstawowych sprawach związanych z kolarstwem np. ile kosztuje przerzutka. Jak można należeć do jakiejś organizacji i mieć wpływ na wydawanie pieniędzy nie mając pojęcia o co w tym chodzi? No dobrze, powiedzmy że jest to wybaczalne w przypadku osób, które mają czuwać nad rozwojem młodych kolarzy i zajmują się treningami i pracą z młodzieżą i nie interesuje ich cena sprzętu. Jednak przy średniej wieku zebranych osób - 99 lat, to chyba nie to. A propos - słysząc, że trener łata wytarte opony kawałkami tektury, aby młodzi mieli jak jeździć, dosłownie chce się płakać. Dlaczego? Dlatego, że taka nędza! Nie wyśmiewam tutaj klubu, ale zwracam uwagę na podejście władz miasta, które na roczną działalność klubu przeznaczają coś około 15 tys zł, pokazując tym jak bardzo "zależy" im na tej dyscyplinie, wynikach i młodzieży, która widzi tam swoją szansę rozowoju osobistego i sportowego. Jaki obraz się wyłonił podczas tego zebrania? Taki, że oto dzieci jeżdża na starych zdezelowanych rowerach, które w całości trzymają się jedynie dzięki pasji i zaangażowaniu trenera Mitkowskiego. Taki, że brakuje pieniędzy na paliwo, wyjazdy, starty, a jedynym sposobem, aby to wszystko się dalej kręciło jest poszukiwanie sponsorów. Dlatego też gdy otrzymałem propozycję zostania członkiem Zarządu, musiałem powiedzieć "nie". I to nie tylko dlatego, że nie chcę należeć do dowództwa dryfującego, po oceanie polskiego kolarstwa, wraku jakim jawi się LKS Drogowiec. Także dlatego, co muszę szczerze zaznaczyć, że nie czuję się powołany do wychowywania i pracy z młodzieżą, a tym przecież powinno być przyjęcie na siebie takiej odpowiedzialności. Bardzo cenię i szanuję pracę i podejście innych osób, które są gotowe do takich poświęceń, jednak nie byłbym w stanie robić czegoś czego nie czuję. To dobre dla hipokrytów. Specyfika LKS Drogowiec polega na tym, że jest to klub dla młodzieży szkolnej, która korzysta ze wszystkich dostępnych świadczeń. Grupa kolarzy masters finansuje się w całości sama. Zaznaczam, że nie krytykuję tej formy. Bardzo dobrze, że młodzi kolarze, których rodziców nie stać na sfinansowanie pasji swoich dzieci, mają szansę rozwijać się w ten sposób, jeździć na zawody, zobaczyć kawałek Polski. Jednak ja osobiście byłbym w stanie zaangażować się w klub, w którym włożony wysiłek zaprocentuje nie tylko w postaci moralnego poczucia dobrze spełnionego obowiązku, ale też w formie coraz lepszych wyników grupy masters, wsólnych startów w krajowych zawodach, brania udziału w różnych cyklach także w klasyfikacji drużynowych. Niestety mastersi w Drogowcu ściagają się na treningach i trenują na zawodach. Tak to niestety najczęściej wygląda. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, ale około 80% tzw. drużyny. Rzecz jasna mają do tego pełne prawo - ich rowery, ich czas, ich pieniądze, ich hobby, ich sprawa.

Smutne było także według mnie zrzeczenie się funkcji prezesa przez Pana Wiesława Fidurskiego, który chyba był najlepszą osobą pełniącą tą funkcję. Zarówno pod kątem wiedzy kolarskiej - sam przez lata brał udział w wielu imprezach MTB i szosowych - oraz przygotowania pod kątem organizacji pracy własnej i umiejętności organizacyjnych, a także współpracy z kolarzami, sponsorami, działaczami i wszystkimi innymi. Osoba, która wie co chce i potrafi zaplanować i realizować cele oraz mająca autorytet. Nowo powołany prezes niestety jest dla mnie osobą obcą. Nigdy nie widziałem go na rowerze na naszych treningach i w ogóle widziałem go po raz pierwszy. Zresztą podobnie jak kilka osób biorących udział w zebraniu, o których nie wiedziałem, że należą do Drogowca i nawet bym ich o to nigdy nie podejrzewał.

Kolejną sprawą jest to, że od około miesiąca należę jednocześnie do Goggle Pro Active Eyewear Team. W najbliższym sezonie mam zamiar reprezentować na wyścigach GPAET. Jest to grupa kolarzy amatorów MTB z całego kraju, sponsorowana częsciowo przez firmę PROSTAF, dystrybutora okularów sportowych marki Goggle. W tym teamie widzę coś, czego mi brakowało w złotowskim Drogowcu. Zapowiada się mieanowicie interesująca możliwość wspólnych startów, ustalenia wyścigów na których pojawimy się razem, klasyfikacji drużynowej. Okazuje się, że łatwiej jest to zorganizować z ludźmi rozsianymi po całej Polsce, niż z kolegami z drużyny i tego samego miasta. Dodam tutaj, może nieco złosliwie, że w GPEAT będę miał na sobie reklamy firmy, która przynajmniej coś rzeczywiście sponsoruje. W koszulce Drogowca z reklamami np MZUKU (i kilku innych nawet bardziej widocznych logo...) na plecach nigdy nie otrzymałem nic od wspomnianych "sponsorów". Ani batona, ani banana, ani proszku do wyprania tychże ciuchów. Już rok temu, wstępując do drużyny, uważałem że mastersi - jako samofinansujący się - powinni mieć inny wzór koszulek niż młodzież, czyli bez logo sponsorów. No, ale to już sprawa na osobny temat.

Wracając do głownego wątku. W maju w Złotowie ma mieć miejsce jedenasta edycja zawodów Pucharu Thule, organizowana przez LKS Drogowiec. W poprzednim roku impreza ta miała nawet rangę zawodów pucharu Wielkopolski. Czy w tym roku zawody również się odbędą? Czy może raczej zamiast zawodów będzie wielki zawód, jeśli okaże się że zabrakło środków, umiejętności organizacyjnych i determinacji nowych władz klubu? Oby nie. Aczkolwiek na chwilę obecną pieniążków jest mało i zapowiada się dreptanie ścieżek u dyrektorów złotowskich firm, w poszukiwaniu symbolicznej złotówki wsparcia. Nie zazdroszczę. Jako zwykły członek Drogowca, chętnie pomogę przy pracach takich jak rozpropagowaniu imprezy w światku kolarskim w Polsce, czy też innych sprawach jak taśmowanie trasy itp. Nie czuję się jednak na siłach, aby chodzić i prosić o datki.

Smutne jest to, że ludzie którzy chcą zrobić coś dla innych, dla młodzieży, robią to kosztem nie tylko własnego czasu, ale i pieniędzy. Trener Mitkowski, naprawiący rozpadający się, przestarzały sprzęt. Dotychczasowy Prezes Fidurski poszukujący sponsorów, organizujący złotowskie zawody, które dorobiły się sporej renomy w polskim, kolarskim światku. Tymczasem duże środki przepadają gdzieś nie wiadomo gdzie i po co. Smutne jest też to, że do takich organizacji jak LKS, z drugiej strony, należą osoby, które mają chyba w genach zakodowane, aby przynależeć do organizacji, które mają komisje, porządki obrad, a nie mają natomiast entuzjazmu, wiedzy i doświadczenia. Nie wyglądają też na osoby, które jeżdżą na rowerze. No może jeździły. Kiedyś. Na rowerku. Dziecięcym. 100 lat temu.

A ja przede wszystkim lubię rower. Lubię jeździć. Czuć słońce i pęd wiatru. Lubię się ścigać i czuć tę odrobinę adrenaliny, którą wyzwala rywalizacja. I nie lubię komisji, walnych zebrań, programów obrad. Dlatego zamiast działaczem, wolę pozostać kolarzem.
 
SD

Skan artykułu - walne zebranie LKS Drogowiec

9 marca odbyło się walne zebranie zebranie LKS Drogowiec. Marek przystąpił do zarządu klubu. Więcej w skanie. 

sobota, 6 lutego 2010

A jednak się da!

Zima w pełni i wygląda na to, że nie odpuszcza. Kolarze także nie powinni odpuszczać, co widać na poniższych zdjęciach. Trasa Ośmiorniczki, wokół złotowskiego amfiteatru, dzięki zaangażowaniu Zbigniewa Betschera i kilku innych mastersów jest udostępniona dla ruchu kołowego. Rowerowego oczywiście.