piątek, 22 maja 2009

Gryf MTB II - XC Szczecin

Pierwszy raz w cyklu Maraton Gryfa Pomorskiego odbyły się zawody XC. Trzeba przyznać, że trasa była poprowadzona bardzo ciekawie. W niektórych momentach wymagająca technicznie, a w 95% wymagająca kondycyjnie.
Nie zawiedli też organizatorzy. Opieka medyczna na trasie w razie „W””, fotografowie robiący zdjęcia, grupa sędziów skrupulatnie spisujących zawodników.
W kategorii open zająłem 10 miejsce. Na 29 zawodników swojej kategorii M3 zająłem miejsce 9, z czasem 1:29. Nie jest to wynik jakiego oczekiwałem. Był to wynik nieoczekiwanej niemocy, spowodowanej najwyraźniej dużą liczbą startów oraz treningów. Nie jestem przyzwyczajony do jeżdżenia na najmiększych przełożeniach, a tutaj było to częste zjawisko.
Marek w kategorii M2, z czasem 1:34, zajął 14 miejsce (na 34 zawodników).
W tygodniu przerwa od treningów. Kolejny weekend to maraton w Bogdańcu (Gryf MTB)oraz XC w Chodzieży (Puchar Wielkopolski). I w jednym i w drugim cyklu zbieram punkty, więc trzeba powalczyć, a przedtem troszkę zebrać siły..
W cyklu Gryfa po dwóch edycjach jestem na 8 miejscu w klasyfikacji generalnej open (na niemal 600 sklasyfikowanych osób), co jest całkiem fajne.
Zdjęcia z zawodów poniżej.






SD

wtorek, 12 maja 2009

Puchar Wielkopolski w Złotowie - 10.V.2009

Mało czasu, nie będzie długiej relacji. Trasa dobrze znana, w końcu wyścig na swojej ziemi. Konkurenci mocni, grunt błotnisty, dobry wyścig.

Bohater dnia - Rafał Dymek - 3 z 8 okrązeń biegiem z rowerem z zerwanym łańcuchem. Docenili to organizatorzy, fundując specjalną premię. Opłaciło się nie odpuszczać - 3 miejsce w Masters 2.


Kilka zdjęć zrobionych przez Marka poniżej.




SD

poniedziałek, 4 maja 2009

Family Cup Piła

W sobotę 2 maja odbyły się kolejne zawody z cyklu Family Cup – Amatorskie Mistrzostwa Polski w Kolarstwie Górskim – eliminacje dla województw wielkopolskiego i lubuskiego.
LKS Drogowiec reprezentowany był przez Irka Gabrycha, Marka oraz mnie. Byli z nami także Andrzej Tomas (niezrzeszony) oraz Kazimierz Kowalski (Corratec Team).


Pogoda była idealna – bezchmurne niebo, ciepło, lekki wiaterek. Wpisowe 10 zł to kwota wręcz symboliczna. Tradycyjnie już w zawodach tego cyklu nie kazdy i nie zawsze zna harmonogram zawodów. Na początku poinformowano nas, że start weteranów nastąpi około 11.00, potem dotarły nas słuchy, że około 14.00, a w końcu nastąpiło to nagle około południa. You never know...
Na starcie ja, Kazik oraz Andrzej jako weterani i weterani starsi stanęliśmy wraz z juniorami, którzy zostali wystartowani minutę przed nami. Do pokonania mieliśmy 8 okrążeń o długości około 2,2 km każde. Od samego początku, już po pierwszych 10 metrach ustaliła się kolejność Piotr Nowacki z UKS Speeder z Piły (II miejsce w 2008 roku), Mariusz Grzywniak z Murowanej Gośliny (I miejsce w 2008 r.) oraz ja (III miejsce w 2008 r.). Na kolejnych okrążeniach Piotr Nowacki coraz bardziej umacniał się na prowadzeniu, a Mariusz Grzywniak na drugim miejscu. O pechu może mówić Kazik, który już na pierwszym okrążeniu złapał gumę, co zmusiło go do wycofania się z wyścigu.

Ponizej w kolejności: Piotr Nowacki, Mariusz Grzywniak i ja.



Moje trzecie miejsce wydawało się pewne i niezagrożone. Dublowalem kolejnych zawodników, gdy nagle na przedostatnim okrążeniu głośny syk uświadomił mi, że… złapałem gumę. Mając jednak świadomość dużej przewagi nad zawodnikami za mną postanowiłem kontynuować wyścig. Jazda na flaku wymaga dużego wysiłku, a poza tym istnieje spore prawdopodobieństwa zniszczenia koła i opony, które w tej klasie sprzęcie do tanich nie należą.



Około 200m przed metę dogonił mnie zawodnik z czwartej pozycji, z pilskiej drużyny mastersów „Kameleon”, który zaskoczył mnie niesamowicie pozytywnie, gdy zwolnił przed metą i pozwolił mi przekroczyć ją jako trzeciemu zawodnikowi. Jak później stwierdził wywalczyłem to trzecie miejsce, a przebita opona to tylko pech. To fakt, ale pech jest wkalkulowany w ten sport i nie każdy potrafiłby zachować się z taką klasą. Zawodnikiem tym był Krzysztof Kosmatka.
Jak było do przewidzenia Piotr Nowacki przyjechał pierwszy, a Mariusz Grzywniak drugi. Andrzej, zgodnie z zapowiedzią, podszedł do sprawy bardziej rekreacyjnie i nie walczył o miejsca w czołówce, ciesząc się jazdą na nowo zakupionym sprzęcie.



W kategorii seniorów rywali zdeklasował Irek, który od samego początku uplasował się na prowadzeniu i z okrążenia na okrążenie tylko zwiększał przewagę, ścigając się właściwie z samym sobą. Bez problemów zdobył pierwsze miejsce na podium. Marek zajął piąte miejsce.



Po wręczeniu dyplomów i pucharów odbyło się losowanie, podczas którego wygrałem ładną, dobrej jakości jesienną bluzę kolarską, a Irek rękawiczki.
Podsumowując: jeśli nie liczyć przebitych opon, impreza bardzo udana.


tekst: Sławek
foto: Tadeusz Dereszkiewicz

czwartek, 30 kwietnia 2009

Maraton Gryfa Pomorskiego - edycja I Szczecin 19.05

Gryf Maraton MTB w Szczecinie był podobny to tych z lat ubiegłych. Oznacza to, rzecz jasna, przewagę wrażeń pozytywnych, czyli: sympatyczną atmosferę, piękną trasę w Puszczy Bukowej i świetną pogodę. Minusy? Może trochę zbyt ubogi bufet i brak upominków przy wpisowym 50 zł. Ale nie to jest najistotniejsze. Najważniejsza jest ciekawa trasa i rywalizacja, a tych nie zabrakło.
Do wyboru były dystanse 37 km „wyścig” oraz 74 km „maraton”. Pomijam Gryfik 12 km – ten adresowany jest dla najmłodszych. Ponieważ w tym sezonie przygotowywałem się do dystansów najdłuższych, oczywiście długo wcześniej zdecydowałem się na Maraton. Udało zając mi się stosunkowo dobrą pozycję startową w jednym z pierwszych rzędów. Jest to o tyle dobre, że podczas pierwszych kilometrów nie traci się czasu na trudniejszych fragmentach trasy za nieco słabszymi kolarzami, gdy niektórzy schodzą z roweru na co trudniejszych podjazdach lub wywracają się w piachu.
Zaplanowałem sobie, aby tętno nie przekraczało 165, jednak od samego początku oscylowało w granicach 180 – 195. Nie dało się inaczej. Mocne tempo narzucone przez innych zawodników oraz duża ilość długich i stromych podjazdów nie dawało wyboru. Albo jedziesz mocno, żeby zająć przyzwoite miejsce na mecie albo jedziesz jako turysta. Wybrałem to pierwsze.

Pierwsze okrążenie ukończyłem w czasie około 1:45, co jak później sprawdziłem mogło dać mi podium, gdybym wybrał dystans 37 km, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę inne rozłożenie sił w przypadku jazdy na krótszym dystansie.
Drugie okrążenie rozpocząłem spokojnie, a gdy okazało się, że nikogo nie widzę za sobą, ani przed sobą spowodowało to wręcz niesamowite spowolnienie. W takich momentach zawodnikowi wydaje się, że i tak nie doścignie tych przed nim, ani że nie jest mu już w stanie zagrozić nikt za nim. Przez to około 15 km jechałem nazbyt wolno. Do tego doszły postoje przy bufetach, z których korzystałem przy każdej okazji z powodu obawy odwodnienia. Nie zapominałem również o jedzeniu. To wszystko spowodowało, ze na metę wjechałem w pełni sił. Ale nie o to chyba w tym chodzi. Powtórzyła się sytuacja z Murowanej Gośliny, gdzie ostatnie 15 km jechałem szybciej niż tuż po samym starcie. Cóż, trzeba z tych jazd po prosu wyciągnąć naukę na przyszłość.
Maraton ukończyłem na 10 miejscu w swoje kategorii z czasem 3:46, tracąc do pierwszego zawodnika 16 minut. Nie jest to dużo na trudnej trasie liczącej 74 km i da się nadrobić w kolejnych edycjach.
Trzeba tu dodać, że organizatorzy znacznie zmienili trasę porównaniu do poprzednich edycji. Jest chyba więcej długich podjazdów, a sama trasa jest bardziej dzika i mimo około 5 km fragmentu asfaltu, prowadzona jest w dużej części tzw. single trackami. Kilka technicznych zjazdów, kłody i wieczne błotka powodują, że człowiek się nie nudzi.
Kolejne zawody z serii Gryf MTB to zawody XC, także w Szczecinie w Puszczy Bukowej, 17 maja.

Sławek

piątek, 24 kwietnia 2009

MTB Marathon Murowana Goślina 19.04.2009

Pierwszy dla maraton w sezonie 2009 i jednocześnie mój pierwszy w życiu maraton giga. Deklarowane przez organizatorów 106 km okazało sie być w praktyce 112 km. Wielomiesięczne przygotowania dały efekt. Przetrwałem wyścig i nawet wjechałem na metę w pełni sił. Okazało się, że te właśnie siły rozłożyłem zbyt ostrożnie. Jakby nie było, pierwszy raz jechałem tak długi dystans, a pamiętałem z poprzednich lat do jakiego stanu zmęczenia można się doprowadzić na dystansie chociażby 60 km.
Dużym pozytywem były gratisy w ramach wpisowego np., skarpetki kolarskie Viking, które i tak zamierzałem kupić. Inne plusy to świetnie oznakowana trasa i napoje izotoniczne na bufetach do oporu.
Trasa w przeważającej części w 97% biegła po płaskim terenie. Te kilka km to Dziewicza Góra, gdzie przy podjazdach przednie koło potrafiło nawet chwilami tracić przyczepność. Mimo tego, że podjazdy te były zlokalizowane na około 90 km -95 km udało mi się je pokonać bez schodzenia z roweru. Ostatnie kilkanaście km jechałem prawie non stop 30 km/h – 35 km/h. Wjeżdżając na metę czułem, że mógłbym jechać dalej. Niestety, rozłożyłem siły zbyt ostrożnie, zostawiając sobie zbyt duży zapas.
Podsumowując: zająłem 23 miejsce w swoje kategorii (na 49 zawodników w tej grupie), co nie jest rewelacją. Jest za to nauką na przyszłośc. Zdobyłem tzw. punkty doświadczenia.
Marek zajął 65 miejsce na dystansie mega 74 km (na 167 zawodników).
Wiesław Fidurski był za to drugi w kategorii M5 na dystansie giga. Gratulacje!
Kazimierz Kowalski (nasz sprzymierzony z Corratec Team) był 4-ty na dystansie mega w kategorii M5. Również bardzo dobre miejsce!

Sławek

wtorek, 31 marca 2009

Puchar Wielkopolski - edycja I - Puszczykowo

I edycja Pucharu Wielkopolski przeszła do historii. Dopisała pogoda, a trasa była średnio mocno wymagająca (tak w sam raz jak na tę porę roku i poziom wytrenowania) i całkiem ładna.


Dla mnie pierwszy start w tym sezonie i pierwszy raz jako LKS Drogowiec (niestety spóźniła się dostawa tamowych koszulek). Na starcie była nas ponad setka masterów. W mojej kategorii – Masters I – sklasyfikowano 48 zawodników. Po 1 godzinie i 13 minutach zająłem 24 miejsce, zdobywając swoje pierwsze punkty (12).
W kategorii Masters III, prezes LKS Drogowiec Wiesław Figurski zajął dobre 8 miejsce (na 24 zawodników) z czasem 1:14. W kategorii Elita dzielnie walczył Szymon Minda, który ostatecznie zajął 28 miejsce (na 74 sklasyfikowanych). Trzeba tu dodać, ze w tej kategorii aż 30 zawodników nie ukończyło wyścigu.
Młodzież także walczyła dzielnie. Arek Nowacki jadąc w czołówce juniorów niestety zerwał łańcuch. Juniorzy młodsi: Dawid Stachurski, Paweł Dobieg i Bartek Wawrzon zajęli odpowiednio 5, 9 i 14 miejsce. Wśród młodzików 5 miejsce zajął Wojtek Wilgus.

wtorek, 24 marca 2009

Zaczyna się...

Zaczyna się wiosna, zaczyna się ściganie. W tym roku, razem z Markiem, startujemy w barwach LKS Drogowiec Złotów. W tym sezonie stawiamy na maratony giga. Ja dodatkowo będę starał się pościgać w XC, ale o tym niżej…

Pierwsza impreza, w której wezmę udział to właśnie zawody w XC, rozgrywane w ramach Pucharu Wielkopolski. Czas i miejsce – 29 marca Puszczykowo.
Ponieważ lepiej sprawdzam się w maratonach, nie przewiduję w tym przypadku podium. Aczkolwiek mimo wszystko w tym sezonie mam zamiar brać udział w całym cyklu i sprawdzić się jak wypadnę w klasyfikacji generalnej. Kolejne zawody Pucharu Wielkopolski odbędą się w Złotowie 10 maja. Poziom konkurencji jet tu wysoki, nie będzie lekko.

W kwietniu ponadto jedziemy na maraton do Murowanej Gośliny (19 kwietnia) oraz ja wybieram się do Szczecina na pierwszy w tym sezonie Maraton Gryfa Pomorskiego – 26 kwietnia. Tego samego dnia Marek weźmie udział Skandii w Chodzieży.
Co do Maratonu Gryfa, to w tym sezonie ten cykl będzie się liczył dla mnie najbardziej, a konkretnie klasyfikacja generalna.

Nowy sezon. Nowe barwy - nowy klub. Nowy Scott.

poniedziałek, 20 października 2008

piątek, 17 października 2008

My w mediach

W środowym numerze "Aktualności Lokalnych"ukazał się krótki artykuł na temat naszych ostatnich wyścigów.

A ponizej artykuł z numeru wrześniowego.


poniedziałek, 29 września 2008

MTB Gryf Maraton - edycja VII - Szczecin

Ostatnie zawody w tym sezonie, zarówno dla mnie jak i dla Marka. Niespodziewanie dla samego siebie, kilkanaście godzin przed startem, zdecydowałem się wziąć w nich udział. Kilka dni wczesniej sprzedałem mój rower wyścigowy na ramie El Ninio i został mi jedynie mój treningowy Trek 4300. Zawody miały by dla mnie pozegnaniem z sezonem 2008, na mojej ulubionej trasie w Puszczy Bukowej. Tymczasem nieoczekiwanie pobiłem własny rekord trasy, zajmując przy okazji drugie miejsce w M3 na dystansie 35 km.

Marek zajął miejsce ósme. Z naszych złotowskich rejonów byliśmy jedymi reprezentantami.

Ponizej kilka zdjęć z tych zawodów.



Maraton Michałki MTB w Wieleniu

20 września odbyła się kolejna edycja Maratonu MTB Michałki w Wieleniu. Na starcie stanęło 323 zawodników. Do wyboru były trzy dystanse. Wraz z Markiem, Kazimierzem Kowalskim oraz Andrzejem Kałowiczem wyruszyliśmy na dystansie średnim - 57 km. Wyścig może nie przebiegł całkiem po naszej myśli - i Marek i ja ubraliśmy się za ciepło, co spowodowało przegrzanie, a mi łańcuch wciągnął się pod przednią przerzutkę, przez co straciłem kontakt z czołowką.
Ponizej nasze zdobyte miejsca (odpowiednio w swoich kategoriach):
Kazimierz Kowalski - 2 miejsce w M5 (2:22:09)
Sławek - 8 miejsce w M3 (2:23:20)
Marek - 13 miejsce w M2 (2:36:09)
Andrzej Karłowicz - 9 miejsce w M5 (2:39:13)

Zdjęcia z www.sietek.info .

czwartek, 18 września 2008

Finał amatorskich Mistrzostw Polski w Kolarstwie Górskim - Olsztyn

W sobotę 13 września stanąłem na starcie finału Amatorskich Mistrzostw Kolarskich Family Cup w Olsztynie.


Przypomnę, ze do finału awansowały pierwsze szóstki zawodników w swoich kategoriach z eliminacji regionalnych. Moje trzecie miejsce w Pile z eliminacji dla województwa wielkopolskiego dało mi tę mozliwość.

Trzeba przyznać, że miejsce zawodów było naprawdę urokliwe. Las, górki, rzeka płynąca obok fragmentu trasy. A sama trasa chwilami bardzo szybka, chwilami mocno stroma (w górę) i mocno stroma (w dół) co widać na powyższym zdjęciu.

Według regulaminu zawodnicy mieli być rozstawieni zgodnie z wynikami z eliminacji. Zatem teoretycznie powininem startować z trzeciego rzędu na sześć. Niestety, organizatorzy zdaje się o tym zapomnieli... Tym sposobem startowałem z tyłu, co widać na poniższym zdjęciu (z lewej, z tyłu za numerem 425)

Przez to od samego początku miałem co odrabiać. Pierwsze dwa okrążenia szło mniej więc równo. Podczas trzeciego okrążenia poczułem się lepiej i zacząłem wyprzedzać. I to masowo. Zwłaszcza na podjazdach. Niestety, notowałem straty na jednym trudnym zjeździe. Geometria mojego roweru plus śreniej klasy amortyzator oraz brak zachować samobójczych spowalniały mnie w tym miejscu. Jak wspomniałem udawało mi się to nadrabiać na podjazdach, ale według moich obliczeń w ciągu całej trasy, której przejechanie zajęło mi 56 minut, te straty mogły wynieść około 40 sekund. Gdy walczy się o czołowe lokaty, to dużo.

Ostatecznie zająłem siodme miejsce. Niby nie jest źle, biorąc pod uwagę wysoki poziom zawodów, ale jednak pozostał lekki niedosyt...

Myślę, że podczas przyszłorocznych zawodów organizatorzy powinni zastosować elektroniczny pomiar czasu. Nie byłoby sytauacji, że tak jak podczas dekoracji seniorów okazało się, że nie policzono zawodnika, ktory wjechał na metę jako drugi (!). Organizatorzy tłumaczyli się, duża ilością jadących... Ja wyniki mojej kategorii poznałem dopiero około 19.00, pół godziny po oficjalnej dekoracji. Nie było zatem nawet możliwości weryfikacji rezultatów...

Całość zrekompensowały jednak atmosfera wśród zawodników, otaczająca przyroda oraz mnóstwo nagród w finałowej loterii.

Podsumowując - warto było pościgać się na tej ładnej trasie, poznać nowych ludzi, sprawdzić się z najlepszymi, fajnie spędzając czas.

A za rok zobaczymy...

Zdjęcia pobrane z http:// fotocykle.pl , http://wiesia.nets.pl/ oraz http://www.familycup.com.pl

poniedziałek, 1 września 2008

Wrzosy, miny, dzikie węże...

Tym razem wyjątkowo nie bedzie wyścigowo. Ponieważ wygląda na to, że 31 sierpnia był ostatnim letnim, ładnym, niedzielnym, nie wyścigowym dniem, wraz z Markiem zrobiliśmy zamiast treningu jazdę turystyczną. Dystans 90 km sam w sobie jest chyba też niezłym treningiem.
Tereny dawnego poligonu między Okonkiem a Bornym Sulinowem niejeden raz były opisywane w prasie, jako idealne dla turystyki rowerowej. I słusznie. Poniżej kilka fotek z tej wycieczki.

Wielkie odkryte przestrzenie oraz leśne ściezki. Kilometry kwadratowe bez domostw i ludzi. tu warto mieć mapę i/lub GPS.

Jest jak na Dzikim Zachodzie. Można się natknąć nawet na zmiję...

Trochę leśnych ścieżek...
Wygląda na to, ze bylo niebezpiecznie ;) Znaleźliśmy taką oto tablicę ostrzegawczą:


Podczas zjazdu, malowniczym jarem, trafiła się przeszkoda po ostatnich wichurach


Trzeba bedzie jeszcze tam wrócić jesienią. Jest gdzie jeździć, dużo zostało jeszcze do zeksplorowania.

środa, 27 sierpnia 2008

Gryf MTB Maraton - Barlinek - 17.08.2008

Duzo błota, ciekawa trasa, singletracki, moje opony "Dancing" Ralph - to wszystko złożyło się na mój średni wynik 6/32 miejsce w kat. M3, a miejsce 9/115 w open.
Marek - 9/30 w M2 i 19/115 w open.
Dobre jedzenie, ładne miejsce.
10 dni po zawodach - wciąż brak zdjęć na stronie Gryf Maraton, stąd też ich brak w tym wpisie.

Maraton EST - Wałcz 24.08.2008

Czy można przejechać maraton MTB ze średnią szybkością prawie 31 km/h? Okazuje się, że tak. Maraton Est w Wałczu, którego trasa biegła lasami wokół Wałcza był właśnie takim wyścigiem. Trasa, która niemal cały czas biegła po płaskim terenie, leśnymi, ubitymi drogami pozwoliła osiągać wręcz niewyobrażalne, jak na tę dyscyplinę, prędkości. Jazda na kole, zmiany to raczej sytuacje znane z wyścigów szosowych.

Jak to zwykle bywa największą popularnością cieszył się dystans Mega, tutaj liczący 52 km. Na starcie stanęło niemal pięćdziesięciu zawodników. Z dystansem Giga, gdzie do pokonania było ponad 70 km, postanowiło zmierzyć się jedynie około dwudziestu kolarzy. Na liście startowej byli kolarze zarówno z Pomorza i Wielkopolski jak i z okolic Warszawy. Gęsto było od zawodników Corratec Team. Złotów reprezentowany był przeze mnie, Marka i Irka Gabrycha. Na starcie pojawił się także reprezentant Lipki – Wit Łańcucki.


Od samego początku udało mi się trzymać ścisłej czołówki. Ostatnie 15 km jechałem w czteroosobowej grupie. Dzięki równemu rytmowi i dobrej współpracy mieliśmy niezłe tempo. 10 km przed metą pędziliśmy przez las około 40 km/h! Czułem się mocno i miałem odpowiedni zapas sił na walkę na finiszu. Gdy, około 1 km przed metą, zacząłem zbierać się do ataku poczułem, że w tylnym kole właśnie niemal całkowicie zeszło mi powietrze. Zaprawdę, gówno... Chyba prawie każdy wie, że jest niemożliwością jechać pełną szybkością bez powietrza w oponie. Tym sposobem 500 metrów przed metą oglądałem plecy rywali, gdy rozgrywali między sobą finałową walkę. Gdyby nie ten pech mogło być trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej i drugie w kategorii. A tu pechowa guma zabrała te sekundy. Czwarte miejsce w kategorii M3 i szóste w klasyfikacji generalnej to nie to na co liczyłem. To klęska.
Pecha miał także Irek, który również złapał gumę, ale wcześniej, bo mniej więcej w połowie dystansu. To również kosztowało go cenne minuty. Nawet więcej minut. Następnym razem na pewno będzie miał zapasową dętkę. I pompkę.


Nasze wyniki z maratonu MTB w Wałczu wyglądają następująco:

Sławek – czas 1:35:21 - 6 miejsce w klasyfikacji generalnej, 4 miejsce w kategorii M3
Marek – czas 1:39:28 - 9 miejsce w klasyfikacji generalnej, 3 miejsce w kategorii M2

Irenek Gabrych – 1:56:33 - 31 miejsce w klasyfikacji generalnej, 11 miejsce w kategorii M2.