wtorek, 17 czerwca 2014

GP Wielkopolski #4 - Wyrzysk

Fajna trasa. Niestety na 3 km, na odcinku asfaltowym kraksa. Kilku poturbowanych poważnie kolegów. Robi się coraz niebezpieczniej w tym cyklu. W Krzywej Wsi było podobnie, ale o tym napiszę innym razem osobny tekst.
Odnotowuję tendencję spadkową - 6 miejsce w M4 i 28 open na niemal 300 zawodników. Niby nieźle, ale poniżej moich oczekiwań i możliwości. Już nie jestem pierwszy w generalce, pewnie drugi, ale trzeba zaczekać na oficjalne wyniki.

foto: Halina Przybylska

GP Wielkoplski #3 - Krzywa Wieś k/Złotowa

Na własnym terenie miało być lepiej, ale jest tylko 5 miejsce w M4. Co pozytywne, po trzech edycjach jestem pierwszy w generalce w M4 na krótkim dystansie.

poniedziałek, 19 maja 2014

LIGA PÓŁNOCY #1 - JAROMIERZ

Mieszkańcy pogranicza Pomorza i Wielkopolski mogą być zadowoleni. Zwłaszcza ci lubiący starty w maratonach MTB. Wreszcie zapełniona została biała plama wyścigów między okolicami Szczecina, Gdańska i Poznania. Ruszył nowy cykl – Liga Północy. Składa się z czterech wyścigów: pierwszy, który odbył się wczoraj to Jaromierz k/Człuchowa, kolejne to Debrzno (29.06), Szczecinek (20.07), a na koniec ścigamy się u organizatorów (BTC – Bike Team Człuchów) w Człuchowie (21.09).
Po wczorajszej imprezie można śmiało polecić kolejne edycje. Mimo, że wyścig lokalny i kameralny, to organizacyjnie nie można się do niczego przyczepić. Pomiarem czasu zajęła się firma Domtel Sport, a oznakowanie trasy było wzorowe.


Sama trasa to początkowo szerokie leśne i polne dukty, które po nocnej ulewie zasysały rowery i fundowały kolarzom kąpiel błotną. Po około 15 km rozpoczął się ciekawy, kilkukilometrowy singiel koło jeziora. Pierwszy znajd w dół mógł być zaskakujący. Dla mnie był. Chwila zawahania, przyhamowanie i już leciałem przez kierownicę, a rower za mną, nade mną… Jakoś nieszczęśliwie z impetem wylądował na mojej lewej łydce. Od tego momentu ledwo jechałem, a depnięcie w pedałach na stojąco stało się niemożliwe. Tu trzeba dodać, że zdecydowanie lepiej na tej trasie radziłyby sobie opony na błoto. W górę, w dół, przez strumień, błoto, znowu w górę i w dół i jeszcze więcej błota – tak wyglądały kolejne kilometry. Błotniste, ostre podjazdy musiałem w sporej części podprowadzać, gdyż Race Kingi po prostu buksowały, kręciły się w błocie. W końcu nastąpiła chwila wytchnienia, kilka kilometrów prostych przez łąki, lasy i wioski i nastąpił rozjazd. Dystans mega miał powtórkę +20 km najciekawszego fragmentu trasy. Jeśli ktoś jak ja wybrał mini, to gnał już prosto do mety. Ostatnie kilometry to szybka prosta po drodze z płyt przez las. Przejazd przez most i ostatnie kilkaset metrów. Na moim liczniku wyszło coś około 41 km.
Całe szczęście, że organizatorzy zadbali, aby na mecie był wóz OSP, bo przejeżdżając linię mety wyglądałem i czułem się tak, jakbym wytarzał się w kałuży. Dzięki strażakom w 3 minuty i ja rower wyglądaliśmy już jako tako. Wkrótce do węża utworzyła się kolejka.
Jakimś cudem mimo wywrotki i kontuzji zdobyłem I miejsce w M4 (4 open).
Za I miejsce dostałem statuetkę i... słoik ogórków. II miejsce - Andrzej Tomas.
Szkoda, że tego samego dnia odbywało się sporo innych tego typu imprez np. na Pomorzu w Bytowie – Bytowski Rodzinny Maraton Rowerowy. Mieszkańcy Wielkopolski dzień wcześniej skupili się na maratonie w Obornikach, a w niedzielę w Sulechowie. Tak więc na starcie mieliśmy 45 osób na dystansie Mini (45 km) i 22 osoby na mega (65km). Dekoracja odbyła się więc szybko i sprawnie, a zwycięzcy w kategoriach oprócz pamiątkowej szklanej statuetki, dostali słoik ogórków „Najlepszy Ogór Pomorza”. 

wtorek, 13 maja 2014

GP Wielkopolski 2 - Połczyn Zdrój

Dystans mini tym razem miał 50 km, co bardzo mnie ucieszyło. Trasa najlepsza w całym cyklu - wymagająca i przy tym dająca możliwość zapoznania się z urokliwymi okolicami Połczyna. Lasy, zjazdy, podjazdy, single tracki, łąki, szutry i znowu single. Start i meta w Parku Zdrojowym, gdzie zaopatrzyłem się w lokalnej produkcji miód.
Na krótszym dystansie wystartowało nas 211 osób, do mety dotarło 196. Ja dotarłem jako 16 w open i 4 w kategorii M4. Byłoby trochę szybciej, gdyby nie wywrotka na jednym ze zjazdów. Potłuczone żebra, zwichnięty kciuk. Samo nie wiem jak to się stało. Zwykła chwila zawahania na singlu, gdzie pod warstwą liści i gałęzi, kryło się błoto, no i...



środa, 30 kwietnia 2014

MTB Marathon - Murowana Goślina

Na start w Volvo MTB Marathon w Murowanej Goślinie zdecydowałem się w ostatniej chwili. Rejestrując się on line w piątek wieczorem, początkowo miałem zamiar wybrać dystans mega, później giga, a ostatecznie stanęło na mini. Plusem mini był brak sektorów startów. Na mega i giga ustawienie zależało od wyników z ubiegłego sezonu i/lub kolejności w zapisach i płatności. Ponieważ zapisałem się kilkanaście godzin wcześniej, a opłaciłem start na miejscu, startowałbym z szarego końca. Znając trasę z ubiegłego roku, wiedziałem, że pierwsze kilkanaście kilometrów to single wzdłuż Warty. Tak więc po zapisaniu się na mini, tu należało tylko zachować czujność i ustawić względnie z przodu, co też mi się nawet udało.
Po około 2-3 km dognił mnie Andrzej Sypniewski, który zaprosił mnie na koło. Skwapliwie skorzystałem, po czym z trudem utrzymywałem się na nim przez kolejne kilka kilometrów. Gdy zaczęła się część nieco bardziej błotnista, hopkowata i pokrętna okazało się, że odjechałem Andrzejowi, a szkoda, bo miałem nadzieję na współpracę. Trzeba jednak przyznać, że na singlu byłoby to trudne. Masa ludzi z mega i giga, którzy wystartowali 15 min przed nami, blokowała wręcz przejazd, przewracając się w błocie, schodząc z rowerów przed rowami i innymi przeszkodami, spowalniając tym samym mnie, jak i innych szybszych zawodników mini. Jazda była więc slalomem między drzewami i innymi zawodnikami. Po kolejnych kilometrach zrobiło się szerzej, a nawet było kilka podjazdów, które bardzo mnie ucieszyły. Ostatnie kilometry przed metą, to szybkie polne drogi. Po 1 godzinie i 2 minutach wpadłem na metę jako 7 zawodnik open i pierwszy w swojej kategorii M4. W sumie na tym dystansie wystartowało 204 zawodników, a ukończyło wyścig 198.

Ten wyścig miał być dla mnie treningiem i sprawdzianem przed zawodami w Połczynie Zdroju 4 maja. Jest OK, oby podobnie było za te kilka dni.

Podziękowania dla Asi za zdjęcia!
Nawadnianie przed startem
Wjazd na metę
Nawadnianie po wyścigu. Też ważne.
Niby tylko jedna godzina i szybka łatwa trasa, a ile błota...
Teraz czas na podsumowanie wrażeń
Omówienie tego co było i będzie w Grand Prix Wielkopolski
Gratulacje dla Marcina za IV miejsce w M4 na mega
Dekoracja

wtorek, 15 kwietnia 2014

Grand Prix Wielkopolski - Dolsk

Pierwszy wyścig zaliczony. Tradycyjnie od kilku lat jest to Dolsk. Również pierwszy z mojego ulubionego cyklu Grand Prix Wielkopolski GogolMTB.

Zajęte miejsce – IV w kategorii M4 na dystansie 41 km. W M4 wystartowało w sumie 74 zawodników. Open 33 na 414 zawodników, którzy ukończyli wyścig. 

Wyniki były zmieniane trzykrotnie. Najpierw byłem IV, później III i ostatecznie znowu IV.
Ostatnie kilometry. To nie czas, aby się oszczędzać.
Na szczęście grupkę udało mi się zostawić za sobą na ostatnim podjeździe.
Trasa w Dolsku to nie całkiem to co lubię. Jest płasko, za wyjątkiem początkowego podjazdu na punkt widokowy. Tam z kolei niestety zrobił się zator. Ponieważ szybki start nie jest moją mocną stroną utknąłem tam w tłumie, podczas gdy czołówka odjeżdżała. Później były lasy, trochę pól i nawet kilka kilometrów asfaltu, co już całkiem nie jest po mojej myśli. Łatwa, szybka trasa, w sumie może być jak na pierwszy wyścig w sezonie.

Kilka zdjęć na fotomtb.pl

W Połczynie Zdroju, gdzie trasa jest bardziej wymagająca, będzie niewątpliwie ciekawiej.

Zdjęcia: Mirek Sell, pobrane stąd. Dziękuję :)

środa, 23 października 2013

Podsumowanie 2013

Pięć razy na podium. W sumie nieźle, bo nie licząc Bath Adventure, wystartowałem tylko w ośmiu wyścigach.

- GP Wielkopolski - Połczyn Zdrój (II na mini), Wyrzysk (III na Mega), Barlinek (III na Mega).
- Potulice - II na dystansie 60 km
- Murowana Goślina - dystans 40 km, II w M4 (9 w open na 210 startujących)

Bez podium: Dolsk, Krzywa Wieś, Wałcz.

W klasyfikacji generalnej Grand Prix Wielkopolski 2013 - IV miejsce w kategorii M4 na dystansie Mega.
Gala w Murowanej Goślinie - dekoracja za miejsca w klasyfikacja generalnej

A poza tym sezon bardziej turystyczny, niż wyścigowy. Co przyniesie rok 2014? Zagadka. Także i dla mnie.

poniedziałek, 14 października 2013

Kaszuby - Wieżyca i okolice

Ostatni wypad w tym sezonie - okolice Wieżycy. Ruszyliśmy wraz z Markiem rano. Punkt startu - parking niedaleko szczytu w wieżą widokową. Kilkuminutowy podjazd, a potem z górki...
Wyszło coś ok. 80 m. Pogoda niezła, ale szkoda że mglista. Zrobiliśmy prywatną 'kaszebe rundę', zaliczając przy okazji kręgi kamienne w Węsiorach.
Zrzut z endomondo i kilka fotek poniżej
81 km
Pod wieżą widokową. Z powodu mgły nie było po co wchodzić.
Chwilami jakby w górach
Koniki


Sam nie wiem, czy to krąg, czy kurhan...
Miejsce z klimatem ,ale kręgi w Odrach robią większe wrażenie
 
A to był znak. Znak jak zakończyć sobotni wieczór. Nawet wskazywał ile %...
Relacja Marka tutaj.

środa, 28 sierpnia 2013

Grand Prix Wielkoplski - Wałcz

Ciekawa sprawa. Startując z tylnych rzędów, ze środka grupy, przyjeżdżam na metę w czołówce. Startując z pierwszego rzędu, przyjechałem na 36 miejscu open na 86 startujących (VIII w M4).
A tak serio, to słabszy dzień, a do tego brak poważnych treningów w ostatnich tygodniach, tak więc nie ma usprawiedliwienia. No moze oprócz tego, że po kilku kilometrach wraz z około kilkunastoosobową grupą pojechaliśmy w złą stronę. Strata kilku minut. Miejscowa dzieciarnia miała radochę przestawiając strzałki... My trochę mniejszą. Od tego momentu odechciało mi się zarzynki. Bo w sumie po co...  Ale tak czy inaczej, to mój najsłabszy wynik w sezonie. W zasadzie nie było co nawet stawać na starcie, ale chodziło mi o zrobienie pięciu startów do generalki (zgodnie z regulaminem liczy się pięć najlepszych wyścigów z dziewięciu).
Być może był to ostatni lub przedostatni moj start w tym sezonie, a może i w ogóle. Zdecyduję w ciagu kilku miesięcy.
Tymczasem zajmuję drugie miejsce w Wielkopolskim Grand Prix w kategorii M4. Ot, taka mała radocha na koniec (bo i to niedługo się poprzestawia raczej...). Plus pamiątkowe fotki z najlepszymi zawodnikami podczas startu i pierwszego kilometra... Całkiem nieźle jedzie się na czele stawki. Przynajmniej nie trzeba uważać na nikogo z przodu.


Wyniki Wałcz

Klasyfikacja generalna po Wałczu.

Foto: Andrzej Sypniewski / Sławomir Konopka

wtorek, 6 sierpnia 2013

Maraton MTB w Potulicach

Już myślałem, że bike adventure skutecznie odwiódł mnie od MTB. Prawie. Do tego stopnia, że niemal na 3 tygodnie odstawiłem rower i zająłem się innymi zainteresowaniami. W związku z tym do Potulic zdecydowałem się nie jechać. Jednak kilka dni wcześniej chyba zmieniłem zdanie, bo zrobiłem kilka treningów i ostatecznie stanąłem na linii startu. Byli też Marek i Andrzej.
Ja i Marek wybraliśmy długi dystans 60 km, Andrzej - mini 30 km. Krótko o trasie: dużo piachu.
W swoich kategoriach zajęliśmy odpowiednio: ja drugie miejsce, Andrzej trzecie, Marek czwarte.
Sympatyczna impreza.
Kilka fotek.
Rozgrzewka
Start
Napełnienie bidonów po pierwszych 30 km
Drugie miejsce
Wyniki tutaj.

Bike Adventure

A może raczej bath adventure? Dlaczego? Poniższe zdjęcie odpowiada na pytanie.
A teraz nie będzie może "poprawnie politycznie", ale mi osobiście bike adventure będzie już zawsze kojarzyć się z widokiem na załączonym obrazku. Tak, to są prysznice. Woda zimna rzecz jasna, ale już nie oto chodzi. Nie chodzi też o odrapane ściany i brązową wodę po kostki. W sumie niezła sceneria na thriller / horror... Tak, wiem - organizatorzy zapewniali także prysznice w szkole podstawowej w Piechowicach. Niestety, nie wyobrażam sobie siebie po około 4 godzinach jazdy, ubłoconego, głodnego, chodzącego po obcym mieście i szukającego jakiejś szkoły. Sorry, ale ma być tu i teraz! A jak się nie potrafi zorganizować podstawowych bytowych potrzeb dla uczestników, to może lepiej zając się czymś innym, niż organizowanie wyścigu i to etapowego...

Ponadto zaskoczeniem (nie tylko dla mnie) był brak najprostszego nawet posiłku po etapie. To w sumie standard nawet na najmniejszych imprezach z wpisowym za 20 zł.

Płacąc 3 miesiące wcześniej 400 zl, wychodzi nam 100 zl za etap. Co w zamian? Jedyny pozytyw z mojej strony, to oznakowanie trasy. Jednak czy jest to warte tych pieniędzy? Myślę, że za te 100 zl dziennie dałoby się zorganizować dla uczestnika ciepłą wodę do umycia / prysznic oraz garść ciepłego makaronu polanego sosem.

Do tego szkoda, że w miasteczku zawodów wiało nudą. Dmuchane namioty, bannery i ..? Cisza. Nic się nie dzieje. Zero atmosfery. Było za to błotko po kostki, ale za to już organizatorów rzecz jasna nie winię.

Ponadto brak na miejscu stoiska z podstawowymi akcesoriami, jak dętki, klocki itp. Drugiego dnia na FB pojawił się apel organizatorów do sprzedawców akcesoriów o przybycie do miasteczka zawodów. Jak to się stało, że wcześniej nikt na to nie wpadł? No, ale nie ma co narzekać. Było przecież stoisko enervit z odżywkami jak np bcaa za ok 220 zl. Żele też były - takie na jeden łyk za 10 zl, te na dwa łyki za 12-14 zł. Po to, żeby nabrać sił do zwinięcia obozu i odjazdu. Co też zresztą uczyniłem po ukończeniu drugiego etapu i wizycie pod tzw. "prysznicem".

Nawet z niemiłych doświadczeń wynosi się naukę. Ja nauczyłem się, aby zapomnieć o tej imprezie. Nigdy więcej BA. Pieniądze wyrzucone w błoto. I to dosłownie.

Na koniec, jakieś foto na pamiątkę.